Nikt nie odpowiada w aplikacji drużynowej: co zrobić?
Poświęciłeś wieczór na wprowadzanie danych, zaprosiłeś wszystkich i ładnie wyjaśniłeś, jak to działa. Dwa tygodnie później czworo z dwanaściorga wpisało swoją dostępność, a pytanie i tak wróciło na grupowy czat. To rzadko kwestia złej woli.
Cztery powody, dla których ludzie nie odpowiadają
Zanim zaczniesz narzekać, przejdź przez te cztery punkty, bo w dziewięciu drużynach na dziesięć odpowiedź jest tutaj.
- Nigdy się nie zalogowali. Zaproszenie przyszło w godzinach pracy, zostało zsunięte w bok i nigdy się nie odnalazło. Sprawdź na liście, kto faktycznie ma konto — ta liczba zwykle rozczarowuje.
- Powiadomienia są wyłączone. Przy instalacji stuknęli „nie teraz" i od tamtej pory nic do nich nie dociera. Nie widzą niczego i zakładają, że nic się nie dzieje.
- Są dwa kanały. Dopóki ważne rzeczy lądują też na grupowym czacie, ignorowanie aplikacji jest zachowaniem całkowicie racjonalnym. To zdecydowanie największa przyczyna.
- Nic za tym nie stoi. Kto nie wypełni, nie odczuwa żadnych konsekwencji, a trener i tak zapyta go w końcu osobiście.
Zasada, która daje najwięcej
Jeden kanał na jeden rodzaj wiadomości — i to nie podlega dyskusji. Wszystko, co ma w sobie datę, listę albo odpowiedź, idzie do aplikacji: treningi, mecze, dostępność, grafik dowozów, dyżury, ankiety. Wszystko bez daty może zostać na grupowym czacie: gratulacje, kto ma moją koszulkę, zdjęcia po meczu.
Najtrudniejsze jest to, że ty musisz trzymać się tego pierwszy. Gdy pytanie o obecność wpada na grupowy czat, odpowiedzią nie jest odpowiedź, tylko: „wrzucisz to do aplikacji?". Wytrzymaj trzy razy i sprawa załatwiona. Ustąp raz i wracasz do punktu wyjścia. Jak wyostrzyć ten podział, rozpisuje dlaczego grupowy czat się sypie.
Rozruch w osiem minut
Największy skok robi się nie tłumaczeniem, tylko obecnością. Weź osiem minut po treningu, telefony na stół, i zróbcie to razem:
- Zainstalować aplikację i przyjąć zaproszenie — przy osobistym linku, jak w zapraszaniu zawodników linkiem, to dwa stuknięcia.
- Włączyć powiadomienia. Przejdźcie ustawienia po kolei i popatrz im na ręce; to ten krok, który u połowy drużyny inaczej nigdy nie nastąpi.
- Każdy od razu wpisuje swoją dostępność na najbliższe trzy tygodnie.
Po tych ośmiu minutach cała drużyna zrobiła to raz, a drugi raz jest zawsze łatwiejszy od pierwszego. W drużynach młodzieżowych robisz dokładnie to samo, tylko z rodzicami obecnymi przez chwilę po treningu.
Siedem bodźców, które naprawdę działają
- Ustaw termin na dostępność: czwartek, godzina 20.00. Kogo wtedy nie ma, ten nie jest w wyjściowej szóstce. Wystarczy wyegzekwować raz.
- Niech pyta kapitan, nie ty. Od kolegi z drużyny ludzie przyjmują to lepiej niż od trenera.
- Niech robią to powiadomienia. W Koach powiadomienia push przy ankietach i wezwaniach do odpowiedzi biorą na siebie większość tego popychania.
- Publikuj skład tylko w aplikacji. Chcesz wiedzieć, czy zaczynasz mecz — otwierasz ją. To najmocniejszy istniejący powód, żeby tam zajrzeć.
- Nigdy nie pytaj o coś, co już wiesz. Ankiety o sprawach przesądzonych uczą ludzi, że odpowiadanie nie ma sensu.
- Reaguj widocznie na to, co wpływa. Kto wypełnia i nigdy nic z tego nie widzi, przestaje wypełniać.
- Trzymaj liczbę wiadomości nisko. Trzy istotne powiadomienia tygodniowo są w porządku; dziesięć to powód, dla którego ludzie je wyłączają.
Zmierz to na chwilę. Dwie liczby mówią wszystko: jaki procent drużyny ma aktywne konto i jaki procent wpisuje dostępność w ciągu 48 godzin. Jeśli ta pierwsza liczba jest poniżej osiemdziesięciu procent, to nie masz problemu z motywacją, tylko z instalacją — a to rozwiązuje się ośmioma minutami po treningu, nie kolejnym przypomnieniem.
Ten jeden zawodnik, który dalej to ignoruje
Zawsze jest jeden, i prawie nigdy z tego samego powodu. U starszego zawodnika to zwykle technika: pomóż mu osobiście, raz, i temat zamknięty. U nastolatka najczęściej powiadomienia zakopane pod trzydziestoma innymi aplikacjami. U rodzica najczęściej to, że nigdy nie został zaproszony, tylko jego dziecko. A u pojedynczych osób to kwestia zasad — wtedy umawiasz się, że kapitan pisze do niego bezpośrednio, i nic więcej w systemie dla pozostałej jedenastki się nie zmienia.
Czego robić nie wolno, to przebudowywać system pod wyjątek. Drużyna, która wie, że trener w końcu i tak zadzwoni, przestaje cokolwiek wypełniać. Więcej o tym mechanizmie, w odniesieniu do frekwencji, znajdziesz w jak podnieść frekwencję na treningach.
Kiedy odpuścić
Szczerze: nie każda drużyna potrzebuje aplikacji. Ośmioro stałych dorosłych, jeden trening w tygodniu, zawsze ta sama hala i żadnego grafiku dowozów — tam dobrze prowadzony grupowy czat po prostu wygrywa. Zysk z aplikacji drużynowej zaczyna się przy liczbach: powyżej dziesięciu zawodników, z rodzicami, z meczami wyjazdowymi i zmiennymi składami. Jesteś poniżej i wszystko działa — zostaw tak, jak jest.
Częste pytania
Jak skłonić rodziców do korzystania z aplikacji?
Zaproś ich na własne konto, a nie przez dziecko, i podepnij pod to coś, czego naprawdę potrzebują: grafik dowozów i godziny gier. Rodzice, którzy tylko dostają wiadomości, ale niczego nie mogą załatwić, odpadają.
Czy powinienem zlikwidować grupę na czacie?
Nie. Zostaw grupę na luźne pytania i atmosferę, ale przenieś wszystko, co ma datę albo wymaga odpowiedzi. Problemem nie jest sam czat, tylko ta sama informacja w dwóch miejscach.
Ile powiadomień to za dużo?
Więcej niż kilka tygodniowo bez tego, żeby czegoś od ciebie chciały. Gdy ludzie raz wyciszą powiadomienia, tracisz ich do wszystkiego — także do tego jednego wezwania, które miało znaczenie.
Co zrobić z zawodnikiem, który systematycznie nic nie wypełnia?
Porozmawiaj z nim osobiście i znajdź przyczynę: brak konta, wyłączone powiadomienia albo brak chęci. Nie przerabiaj systemu pod tego jednego zawodnika, bo wtedy odpadną też pozostali.


