Podręcznik klubu siatkarskiego: co w nim jest i kto go pilnuje | Koach
Otwórz aplikację
Baza wiedzy · Narzędzia i organizacja

Podręcznik klubu siatkarskiego: co w nim jest i kto go pilnuje

Prawie każdy klub ma podręcznik i w prawie każdym klubie leży on na dysku, do którego drogę znają trzy osoby. Powstał w entuzjastyczne lato, liczy czterdzieści stron i nigdy więcej nikt go nie otwiera — także nie nowy rodzic-opiekun drużyny, który w sobotę o ósmej rano stoi przed zamkniętymi drzwiami hali. Problem nie polega na tym, że kluby zapisują za mało. Problem polega na tym, że zapisują niewłaściwe rzeczy, w miejscu, w które nikt nie zagląda w chwili, gdy jest to potrzebne.

Czas czytania: 7 min

Podręcznik na czterdzieści stron niczego nie rozwiązuje

Podręcznika klubowego nie czyta się jak książki. Zagląda się do niego w tych dziewięćdziesięciu sekundach, zanim ktoś musi coś zrobić: dyżurny w barze, który za kwadrans ósma nie potrafi uruchomić kasy, zastępstwo przy stoliku sędziowskim, które nie wie, gdzie leży protokół meczowy, trener, który ma przed sobą kontuzję i szuka, gdzie wisi apteczka. Jeśli odpowiedzi nie ma w dwóch ekranach, ta osoba i tak do kogoś zadzwoni — a wtedy podręcznik nie spełnił żadnej funkcji.

Stąd bierze się najważniejsza zasada projektowa: każda część odpowiada na jedno pytanie i mieści się na jednej kartce A4, mniej więcej 250 słów. Co jest dłuższe, nie jest rozdziałem, tylko załącznikiem. Podręcznik na czterdzieści stron rzadko bywa bardziej dogłębny niż ten na dwanaście; zawiera tylko więcej tekstu, przez który odpowiedź naprawdę istotna staje się nie do znalezienia.

Jeszcze jedna różnica: podręcznik nie opisuje polityki, tylko czynności. Polityka należy do planu strategicznego; podręcznik mówi, do kogo dzwonisz, gdzie coś leży, co możesz zdecydować sam i w jakim czasie dostaniesz odpowiedź.

Zacznij od pytań, nie od rozdziałów

Najszybszy sposób, żeby wiedzieć, co ma się w nim znaleźć, to spojrzeć wstecz. Przewiń dwanaście miesięcy skrzynki zarządu i klubowej grupy na czacie i wypisz każde pytanie, które padło co najmniej dwa razy. W większości klubów zostaje zaskakująco krótka lista, a te pytania to twój spis treści. Wszystko, do czego nie umiesz dopasować pytania, jest rozdziałem dla nikogo — pomiń to.

To podejście ma przyjemny efekt uboczny: piszesz językiem pytającego. Nie „Procedura gospodarki sprzętem, punkt 3”, tylko „Siatka jest zepsuta. Co teraz?”. Kto czegoś szuka, szuka po swoim pytaniu, a nie po twoim nagłówku.

Dziewięć części, które powinny być w nim zawsze

Te dziewięć tematów wraca w każdym klubie. Za każdą częścią stoi pytanie, na które ona odpowiada — zapisz to pytanie dosłownie jako nagłówek sekcji.

Forma: jedno źródło i jedna kartka A4 na rolę

Czy podręcznik ma być jednym dokumentem, czy stosem osobnych instrukcji? Jednym i drugim, ale nie obok siebie. Jest jedno źródło — jeden dokument albo jedna strona, pod jednym linkiem, która zawsze się zgadza. Z niego wycinasz po jednej kartce A4 na rolę i to właśnie ta kartka jest tym, co ludzie faktycznie dostają.

Cztery albo pięć kartek na role pokrywa w większości klubów wszystko: trener, rodzic-opiekun albo menedżer drużyny, stolik sędziowski, dyżur w barze i sekretarz zawodów. Kartka dla trenera zawiera na przykład dokładnie to:

  1. Twoja godzina treningu, twoja część hali i moment, w którym musisz zwolnić parkiet.
  2. Jak wchodzisz i kto zamyka.
  3. Gdzie stoi twój wózek z piłkami i co sprzątasz po zajęciach.
  4. Numer, pod który dzwonisz, gdy hala jest zamknięta.
  5. Jak i którym kanałem odwołujesz trening i najpóźniej o której.
  6. Co robisz przy kontuzji: gdzie wisi apteczka, kto jest przeszkolony, kiedy dzwonisz pod numer alarmowy.
  7. Co decydujesz sam (materiał ćwiczebny, ustawienie, zmiany w twojej drużynie), a czego nie (podział na drużyny, dodatkowe godziny hali, ściąganie zawodnika z innej drużyny).
  8. Kto jest twoją osobą kontaktową i kiedy jest dostępna.

Osiem linijek. To mieści się na jednej stronie, wisi w hali i idzie jako zdjęcie do grupy trenerów. Wszystko, czego trener potrzebuje poza tym, dotyczy jego własnej drużyny, a nie klubu — od tego są ustalenia drużynowe, które robi z własną grupą.

Kartka wdrożeniowa dla nowego wolontariusza

To od razu najważniejsze zastosowanie podręcznika: kto dziś powie „tak”, musi móc zacząć w ciągu dziesięciu minut. Nowy wolontariusz potrzebuje w tych dziesięciu minutach pięciu rzeczy, w tej kolejności: na czym polega moje zadanie (w jednym zdaniu, nie w profilu stanowiska), kto jest moją osobą kontaktową (nazwisko, numer, dostępność), gdzie stoją rzeczy, co mogę zdecydować sam i co robię, gdy coś pójdzie nie tak. Zabraknie czwartej — nikt nie odważy się nic zrobić; zabraknie piątej — ktoś zadzwoni do ciebie w sobotę rano.

Przypisz do tego zawsze jedno nazwisko. Dokument nikogo nie zwerbuje i nikogo nie zatrzyma; człowiek tak. Umówcie się, że osoba kontaktowa dzwoni raz w pierwszym tygodniu z tymi samymi trzema pytaniami: czy idzie, na co natrafiłeś i co chciałbyś wiedzieć, kiedy zaczynałeś. Ta ostatnia odpowiedź to darmowa konserwacja twojego podręcznika — dokładnie ta luka, którą poprzedni wolontariusz po cichu załatał sam.

Aktualizuj w chwili, gdy ktoś o coś pyta

Tu pada większość podręczników. Pisze się je raz, świętuje raz, a potem starzeją się w ciszy: numer telefonu już się nie zgadza, skarbnikiem jest kto inny, godziny hali się przesunęły. Zatrzymują to dwie zasady.

Zasada pierwsza: każda sekcja ma jedno nazwisko i jedną datę. Na górze każdej części stoi „Ostatnia zmiana: 14 marca — Marta”. Jedno nazwisko, żadnej komisji: „zarząd” jako właściciel oznacza w praktyce nikogo.

Zasada druga: pytanie, którego nie ma w podręczniku, zostaje dopisane w ciągu 24 godzin. Nie na koniec sezonu, nie na liście — od razu po udzieleniu odpowiedzi, w dwie minuty. To jedyna zasada konserwacji, która w praktyce się utrzymuje, bo podłącza się pod coś, co i tak się dzieje: ktoś zadał pytanie i ktoś na nie odpowiedział. Klub, który wytrzyma z tym jeden sezon, ma pod koniec maja podręcznik pokrywający dokładnie te pytania, które istnieją, i nic ponadto.

Coroczny przegląd zostaje obok tego, ale jako siatka bezpieczeństwa, a nie główny moment. Zaplanuj go w miesiącu, w którym u was układa się drużyny na przyszły sezon — w wielu klubach kwiecień albo maj, ale to zależy od kalendarza rozgrywek twojego związku. Półtorej godziny wystarczy: przejdź wszystkie nazwiska, numery, godziny i kwoty i wykreśl to, do czego przez dwanaście miesięcy nikt nie zajrzał. Zaplanuj go w tym samym tygodniu co resztę przygotowań do sezonu.

Czego być nie musi: wszystkiego, co już stoi w systemie

Podręcznik ma być możliwie krótki, a najszybszy sposób na utrzymanie go w ryzach to pominięcie wszystkiego, co gdzie indziej i tak jest automatycznie aktualne. Godziny treningów, terminarz meczów, kto przyjdzie, kto wiezie, jakich ćwiczeń używa drużyna, jak rozwija się zawodnik: to należy do kalendarza i administracji drużyny, a nie do pliku tekstowego, który ktoś musi poprawiać ręcznie. W Koach te rzeczy stoją przy samej drużynie — podział drużyn w ramach jednego klubu ustawiasz przez powiązanie z klubem, a co widzisz i możesz ustawić jako administrator, stoi w zarządzaniu klubem. Podręcznik odsyła tam raz i nie powtarza treści.

Zostaje dokładnie to, do czego podręcznik jest stworzony: ustalenia, których nie ma w żadnym systemie. Klucze, procedury, przepływy pieniędzy, zasady zachowania, numery telefonów i pytanie, kto o czym decyduje. To zwykle dziesięć do piętnastu stron rozłożonych na dziewięć sekcji — a nie czterdzieści.

Pulpit klubu z zawodnikami, powiązanymi kontami i obecnością każdej drużyny
Wszystko, co jest tu automatycznie aktualne, nie musi stać w podręczniku, który ktoś prowadzi ręcznie.

Gdzie podręcznik się kończy: wiedza jednej drużyny

Jednej rzeczy świadomie w nim nie ma, choćby nie wiem jak kusiła: wiedzy konkretnego trenera o jego konkretnej grupie. Kto radzi sobie na drugiej pozycji, dlaczego numer 12 w listopadzie omal nie zrezygnował, jaki materiał ćwiczebny niesie tę drużynę — to nie jest informacja klubowa, tylko drużynowa, i przekazuje się ją następcy, zamiast wstawiać do dokumentu klubowego, w którym w ciągu sezonu przestanie się zgadzać. Jak zorganizować takie przekazanie, stoi w przekazaniu drużyny nowemu trenerowi; jeśli przy jednej drużynie pracuje kilku trenerów obok siebie, ta sama zasada obowiązuje w drużynie z kilkoma trenerami. Podręcznik klubowy reguluje wyłącznie to, co każda rola przy każdej drużynie ma robić tak samo.

Test: daj go komuś, kto dołączył w zeszłym miesiącu

Czy twój podręcznik działa, nie dowiesz się, czytając go samemu. Ty odpowiedzi już znasz. Weź zamiast tego kogoś, kto niedawno został wolontariuszem, daj mu trzy pytania i patrz, nie pomagając: „W sobotę o ósmej nie ma nikogo z kluczem — co robisz?”, „Wyłożyłeś piętnaście euro na piłki — jak to odzyskasz?” i „Zawodnik doznaje kontuzji na treningu — co robisz w pierwszych dwóch minutach?”. Znajdzie wszystkie trzy odpowiedzi w dwie minuty — podręcznik jest gotowy. Musi przy którymś do kogoś zadzwonić — wiesz dokładnie, której sekcji brakuje albo która jest za długa.

Zrób ten test raz w roku z innym nowym wolontariuszem. Kosztuje kwadrans i prawie zawsze przynosi kilka konkretnych poprawek.

Sedno: podręcznik klubowy to nie dokument, tylko automat z odpowiedziami. Zapisuj wyłącznie to, o co ktoś naprawdę raz zapytał, trzymaj każdą sekcję na jednej kartce A4 z jednym nazwiskiem i jedną datą u góry i uzupełniaj go w chwili, gdy pytanie przychodzi — a nie raz w roku, gdy wszyscy dawno zapomnieli, co poszło nie tak.

Częste pytania

Jak długi powinien być podręcznik klubowy?

Na rolę jedna kartka A4, a w sumie dziesięć do piętnastu stron. Każda sekcja odpowiada na jedno pytanie w mniej więcej 250 słowach; co jest dłuższe, należy do załącznika na końcu, a nie do tekstu głównego. Podręcznik na czterdzieści stron rzadko jest bardziej dogłębny — jest tylko trudniejszy do przeszukania.

Kto jest właścicielem podręcznika klubowego?

Jedna osoba za całość i przy każdej sekcji jedno nazwisko, z datą ostatniej zmiany u góry. „Zarząd” jako właściciel oznacza w praktyce nikogo. Kto nie chce już prowadzić swojej sekcji, przekazuje ją następcy albo ta sekcja znika.

W czym prowadzić podręcznik klubowy: w edytorze tekstu, we wspólnym folderze czy na stronie?

W czymś, co da się otworzyć na telefonie bez logowania się i szukania, i pod jednym stałym linkiem. Forma jest mniej ważna niż zasada, że źródło jest dokładnie jedno; dwie wersje, które można edytować niezależnie od siebie, w ciągu sezonu zaczną sobie przeczyć.

Jak często trzeba aktualizować podręcznik klubowy?

Na bieżąco i raz w roku. Na bieżąco znaczy: pytanie, którego w podręczniku nie było, zostaje dopisane w ciągu 24 godzin, od razu po tym, jak na nie odpowiedziałeś. Coroczny przegląd jest siatką bezpieczeństwa — półtorej godziny, w której sprawdzasz nazwiska, numery, godziny i kwoty i wykreślasz to, do czego nikt nie zajrzał.

Czy kodeks postępowania i weryfikacja opiekunów należą do podręcznika?

Tak, ale krótko i pod kątem waszego klubu: zasady współżycia w maksymalnie dziesięciu zdaniach, nazwisko i bezpośredni kontakt do osoby zaufania oraz to, jakiej weryfikacji wymagacie od opiekunów. Co jest wymagane prawnie i jak wnioskuje się o takie zaświadczenie, różni się w zależności od kraju i związku, więc odeślij po to do własnego związku.

Czy informacje drużynowe, na przykład notatki o zawodnikach, też należą do podręcznika klubowego?

Nie. Wszystko, co dotyczy jednej konkretnej drużyny albo jednego konkretnego zawodnika, zmienia się za szybko i należy do samej drużyny — do jej administracji i do przekazania następnemu trenerowi. Podręcznik klubowy opisuje wyłącznie to, co każda rola przy każdej drużynie ma robić tak samo.

Wypróbuj sam w Koach

Mniej administracji, więcej trenowania.

Zacznij z Koach