ADHD a sport: jak ułożyć trening siatkówki | Koach
Otwórz aplikację
Baza wiedzy · Siatkówka młodzieżowa

ADHD a sport: jak ułożyć trening siatkówki

Prawie wszystko, co znajdziesz o ADHD i sporcie, odpowiada na pytanie, jaka dyscyplina pasuje do dziecka. To pytanie dla rodziców, a u ciebie dawno ma odpowiedź: on jest w twojej drużynie. Twoje pytanie brzmi inaczej: jest wtorek, kwadrans po dziewiętnastej, hala dudni, w rzędzie stoi dwanaścioro dzieci, a za czterdzieści sekund coś musi się wydarzyć. Ten artykuł jest wyłącznie o tym.

Czas czytania: 8 min

Co jako trener naprawdę masz w rękach

Zacznij od tego, co do ciebie nie należy. Niczego nie stwierdzasz, niczego nie leczysz i nie musisz mieć zdania, czy diagnoza jest trafna. To sprawa rodziców i ludzi, którzy są do tego przygotowani. Co natomiast należy w całości do ciebie: długość twojej instrukcji, przewidywalność programu, ilość czasu oczekiwania, poziom hałasu w twoim rogu hali i forma, w jakiej korygujesz. Pięć pokręteł, wszystkie do obsłużenia w ciągu półtorej godziny hali.

To zarazem sedno tego tekstu: niczego nie dostosowujesz pod jedno dziecko, tylko usuwasz czas oczekiwania i szum. Ćwiczenie, w którym nikt nie stoi dłużej niż pół minuty i w którym polecenie mieści się w dwóch zdaniach, nie jest ustępstwem wobec jednego zawodnika. To po prostu lepsze ćwiczenie — a pozostała jedenastka wychodzi na nim tak samo dobrze.

ADHD i autyzm to nie to samo i byłoby dziwne udawać, że jest inaczej. To, co widzisz w hali, różni się zresztą u każdego zawodnika, więc nie kieruj się tym, co wydaje ci się, że wiesz o diagnozie — patrz, co temu zawodnikowi sprawia trudność. Twoje pokrętła w obu przypadkach są te same: krótka instrukcja, przewidywalne planowanie i wyprojektowanie czasu oczekiwania. Działają równie dobrze u zawodnika, który nigdy niczego nie miał na papierze, a i tak odpada, gdy mówisz trzy minuty. Nigdy więc nie czekaj na etykietę, zanim coś zmienisz.

Czas oczekiwania i szum: dwie rzeczy, które drogo kosztują

Przelicz raz własny trening. Dwunastu zawodników w jednym rzędzie z jedną piłką, a ty podrzucasz piłkę co osiem sekund: w dziesięć minut przez ćwiczenie przechodzi siedemdziesiąt pięć piłek, po sześć na zawodnika. Przez resztę tych dziesięciu minut — ponad dziewięć minut — taki zawodnik stoi. Dla większości grupy to nudne. Dla zawodnika, któremu czekanie sprawia trudność, jest to właściwe zadanie tych dziesięciu minut — i to zadanie przegra. Jak skrócić ten rząd, opisuje tekst o większej liczbie kontaktów z piłką na zawodnika.

Szum to drugi koszt i mniej widoczny. Hala dudni, piłki się odbijają, po drugiej stronie siatki wisi druga grupa, ktoś gwiżdże, a ty z odległości dziesięciu metrów wykrzykujesz wskazówkę. Do większości dociera ona we fragmentach, a do jednego zawodnika wcale. To nie kwestia niechęci do słuchania, tylko komunikatu, który hala zjadła po drodze.

Zmierz to, zanim cokolwiek przebudujesz. Poproś rodzica albo asystenta, żeby na jednym treningu policzył, ile razy przerywasz ćwiczenie, żeby coś wyjaśnić, i jak długo wtedy mówisz. Cztery przerwy po półtorej minuty to sześć minut stania. Tam jest twój zysk.

Instrukcja w dwóch krokach i pokaz zamiast tłumaczenia

Twarda zasada: najwyżej dwie czynności na jedną instrukcję. Nie „przyjmujesz do rozgrywającej, ona wystawia na skrzydło, ty biegniesz na czwórkę, a potem wracasz na koniec rzędu” — to cztery czynności, a po drugiej reszta jest szumem. Zamiast tego: „Przyjęcie, potem na koniec rzędu”. Resztę powiesz dopiero, gdy pierwsze dwie zaczną działać.

Imię stawiaj na początku, nie na końcu. „Sanne, przyjęcie i potem na koniec rzędu” działa; to samo zdanie z imieniem na końcu dociera często jako pół zdania, bo uwaga otwiera się dopiero na dźwięk imienia.

Stałe miejsce i stała kolejność

Każdy nieznany szczegół kosztuje uwagę, a uwaga to dokładnie to, czego potrzebujesz do siatkówki. Zrób więc jak najwięcej szczegółów znanymi. Daj zawodnikowi stałe miejsce w kółku podczas omówienia: z przodu i z boku, nie w środku grupy i nie z tyłu, gdzie między twoim głosem a jego uszami stoi pół hali. W grze daj mu tę samą stronę siatki i tę samą pozycję wyjściową. Postaw go obok spokojnego zawodnika, nie obok najlepszego kolegi i nie obok tego, który mówi najgłośniej.

Zrób to samo z kształtem wieczoru: to samo otwarcie co tydzień, to samo zakończenie, a zmienia się tylko środek. Kto buduje trening ze stałych bloków, ma to automatycznie — zobacz bloki treningowe: buduj jednostkę jak program. Nie chodzi o to, żeby treść zrobiła się nudna, tylko żeby rama wokół niej nie musiała być co tydzień wymyślana od nowa.

Nie zamieniaj tego stałego miejsca w więzienie. Zawodnik, który cały sezon stoi na tej samej pozycji, bo tak jest ci spokojniej, uczy się mniej, niż mógłby. Trzymaj stałe miejsce w kółku i stałą kolejność wieczoru, a różnicuj to, co pozwalasz mu grać.

Zapowiadaj przejścia trzydzieści sekund wcześniej

Najdroższym momentem treningu nie jest ćwiczenie, tylko przejście między ćwiczeniami. Wtedy struktura na chwilę znika, wszyscy chodzą jedni przez drugich, piłki się rozjeżdżają, a ty przekrzykujesz hałas, mówiąc, co teraz będzie. Ten moment da się naprawić trzydziestoma sekundami.

Pracuj z odliczaniem i trzema stałymi elementami. Odliczanie: „Jeszcze dwie piłki i idziemy pod siatkę”. Trzy elementy w samym momencie: ile jeszcze, dokąd i co zabieracie. Na przykład: „Jeszcze trzydzieści sekund. Potem wszystkie piłki do kosza i wszyscy przy linii środkowej”. To jedno zdanie, które przy każdym przejściu wypowiadasz w tej samej kolejności, przez cały sezon.

Na początku treningu powiedz w czterech zdaniach, co się dziś wydarzy. Piętnaście sekund pracy i wcale nie musi to brzmieć uroczyście: „Najpierw rozgrzewka. Potem przyjęcie w parach. Potem atak z czwórki. Kończymy grą sześć na sześć”. Kto ma program w Koach przygotowany jako bloki z czasami, odczyta to z telefonu; tablica robi to samo.

Jeśli coś jest inaczej niż zwykle — pół hali, inny trener, ćwiczenie, którego nie planowałeś — nazwij to, zanim zaczniesz. „Dziś jest jedna rzecz inaczej: mamy tylko jedno boisko. To znaczy, że pracujemy w trzech grupach”. Jedno zdanie o zmianie, jedno o skutku: to różnica między dostosowaniem a niespodzianką.

Program treningu w aplikacji Koach z ponumerowanymi blokami, kategorią i czasem każdego bloku, od rozgrzewki po grę
Program w blokach z czasami nie jest tylko dla ciebie: daje też cztery zdania, które odczytujesz na początku treningu.

Daj czasowi oczekiwania zadanie

Problemem jest czekanie bez zadania; czekanie z zadaniem już nie. Nadaj więc każdemu okresowi oczekiwania funkcję i rotuj ją, żeby nie stała się rolą drugoplanową. Pięć zadań, które naprawdę coś znaczą:

Ważniejsza od samych zadań jest zasada projektowa pod spodem: nikt nie czeka dłużej niż dwadzieścia, trzydzieści sekund. Osiągniesz to większą liczbą piłek naraz, dwoma rzędami zamiast jednego albo formą falową, w której następny startuje, gdy poprzedni jeszcze kończy. Jeśli w twojej grupie są przy tym duże różnice poziomu, możesz w ramach tego samego ćwiczenia pracować z różnymi poleceniami, nie dzieląc grupy; opisuje to tekst jeden trening, sześć poziomów.

Sedno: nie leczysz diagnozy, tylko usuwasz czas oczekiwania i szum. Instrukcja w dwóch krokach, zapowiedziane przejście i nikt, kto stoi dłużej niż pół minuty — to nie wyjątek dla jednego zawodnika, tylko trening, na którym wychodzi lepiej także pozostała jedenastka.

Korygowanie: jeden punkt, obok zawodnika, nigdy przez całą halę

Jak dawać korektę — jeden punkt naraz, w słowach zadaniowych, z bliska zamiast przez halę — opisuje tekst o korygowaniu bez krzyku. W tej sytuacji dochodzą dwie rzeczy.

Po pierwsze: wszystko, co dotyczy zachowania, a nie techniki, robisz bez publiczności. Korekta postawy przy całej grupie budzi u większości zawodników obronę, a u tego zawodnika może zaważyć na całym wieczorze. Po drugie: nie mów w trakcie eskalacji. Jeśli sytuacja się zaostrza, wyprowadź zawodnika z niej bez widzów, powiedz jedno zdanie („porozmawiamy o tym za chwilę”) i pozwól temu opaść. Chwilę później, gdy już opadnie, rozmowa zwykle jest możliwa; w samym momencie rzadko, choćbyś brzmiał najrozsądniej.

Po treningu zapisz jedną linijkę o tym, co zadziałało, a co nie: które ćwiczenie, który moment wieczoru, co powiedziałeś. Po jakichś czterech treningach widać zwykle wzór, który w hali jest niewidoczny — że najczęściej sypie się w ostatnim półgodziu albo w ćwiczeniu z najdłuższym rzędem. Jak utrzymać takie notatki krótkie i rzeczowe, opisuje tekst o prowadzeniu notatek o zawodnikach.

Rozmowa z rodzicami: kwadrans, pięć pytań

Przeprowadź ją przed sezonem albo w pierwszych dwóch tygodniach, a nie po pierwszym incydencie. Rozmowa zaczynająca się od „coś się wydarzyło” dotyczy winy; rozmowa we wrześniu dotyczy sposobu pracy. Kwadrans wystarczy, a pytań jest pięć:

  1. „Co działa w szkole albo w domu, gdy trzeba coś wyjaśnić?” Rodzice zwykle już to wymyślili; ty musisz to tylko skopiować.
  2. „Po czym poznam, że robi się tego za dużo?” Pierwszy sygnał to często coś małego i konkretnego, na długo przed wybuchem.
  3. „Co wtedy pomaga, a co na pewno nie pomaga?” Druga część daje zwykle najwięcej i łatwo ją pominąć.
  4. „Co mam zrobić, jeśli na treningu coś pójdzie źle?” Ustalcie: chwila poza salą, telefon do was, czy po prostu gramy dalej.
  5. „Do kogo mam zadzwonić i czy mogę zrobić to od razu?” Jedno nazwisko i jeden numer, ustalone, zanim będą potrzebne.

Czego nie pytasz: o samą diagnozę, o leki ani o to, co stoi w opinii z badania. To nie twoje pole i wcale tego nie potrzebujesz — potrzebujesz informacji o tym, co działa w hali. Jeśli rodzice powiedzą to sami, słuchasz; jeśli nie powiedzą, pracujesz na pięciu powyższych odpowiedziach.

W tej samej rozmowie ustalcie dwie rzeczy: że możesz podzielić się tym ze współtrenerem (jedna osoba, z imienia) i że nie dzielisz się tym z drużyną. Zwróć też uwagę na dokumentowanie: to, co wolno zapisać i przechowywać o osobie niepełnoletniej, różni się w zależności od kraju i klubu, więc dopytaj w zarządzie, co u was jest dozwolone. Na koniec umów pięciominutowy powrót do tematu po sześciu, ośmiu tygodniach; to oszczędzi ci rozmowy, która inaczej i tak przyjdzie w lutym. Reszta ustaleń z rodzicami stoi w tekście o rodzicach przy linii bocznej.

Czego nie dzielisz z drużyną — i gdzie kończy się twoja rola

Nigdy nie wymieniaj diagnozy przed grupą, także w dobrej wierze i także jako „miejcie to na uwadze”. Gdy etykieta trafi do szatni, szybko staje się wyjaśnieniem wszystkiego, co ten zawodnik robi, łącznie z rzeczami, które nie mają z nią nic wspólnego. A to nie jest twoja informacja do dzielenia.

Zamiast tego twórz zasady obowiązujące wszystkich, tak żeby nic nie wyglądało na wyjątek. Wszyscy dostają instrukcję w dwóch krokach. Wszyscy mają zadanie, gdy czekają. Wszyscy słyszą trzydzieści sekund wcześniej, że ćwiczenie się zmienia. A jeśli kolega z drużyny mimo to zapyta, dlaczego ktoś robi coś innego, odpowiadasz o zasadzie, nie o osobie: „W tej drużynie każdy dostaje to, czego potrzebuje, żeby się rozwijać, a to nie u każdego jest to samo”. Więcej wyjaśnień pogarsza sprawę. Z grupą i tak ustal, jak obchodzicie się z błędami i irytacją — ta rozmowa stoi w tekście o ustaleniach drużynowych.

Na koniec granica. Wróć do rodziców i do klubu przy jednej z czterech rzeczy: zawodnik jest systematycznie wykluczany, powstaje zagrożenie dla niego albo dla innych, po tygodniach wciąż nie ma radości z gry, albo cała twoja uwaga schodzi na jednego zawodnika. Opisz wtedy fakty i okresy — „od listopada, trzy razy na treningu, zawsze w ostatnim półgodziu” — a osąd zostaw ludziom, którzy są od tego. To, czego się od ciebie oczekuje, to nie leczenie. To półtorej godziny, która przebiega przewidywalnie, w krótkich zdaniach i z niewielkim czekaniem.

Częste pytania

Czy muszę wiedzieć, że zawodnik ma diagnozę, żeby dostosować trening?

Nie. Wszystko w tym artykule — krótkie instrukcje, stałe miejsce, zapowiadane przejścia, zadanie na czas czekania — czyni trening lepszym dla całej grupy i nie wymaga żadnej diagnozy. Jeśli rodzice dzielą się informacją, jest to cenne, ale nigdy na nią nie czekaj, zanim coś zmienisz.

Czy to nie jest niesprawiedliwe wobec pozostałych zawodników?

Byłoby, gdybyś dawał jednemu zawodnikowi przywilej. Usuwanie czasu oczekiwania i szumu nie jest przywilejem: daje wszystkim więcej kontaktów z piłką i jaśniejsze polecenia. Zadbaj tylko o to, żeby zmiany obowiązywały jako zasada drużynowa, a nie jako wyjątek dla jednego nazwiska.

Co robić, gdy na treningu naprawdę dochodzi do eskalacji?

Wyprowadź zawodnika z sytuacji bez publiczności, powiedz jedno zdanie, że porozmawiacie później, i nie wdawaj się w rozmowę w samym momencie. Pozwól temu opaść przez pięć, dziesięć minut i wróć do tematu krótko, gdy będzie spokojnie. Jeśli było zagrożenie albo chodziło o kolegę z drużyny, zgłoś to rodzicom tego samego wieczoru.

Co, jeśli rodzice nie chcą o tym rozmawiać?

Uszanuj to i nie dopytuj. Nie potrzebujesz diagnozy, żeby dostosować trening, więc zadawaj pytania o zachowanie w hali: co pomaga, gdy robi się zbyt gwarno, i co mam zrobić, gdy coś pójdzie źle. O tym rodzice zwykle chcą coś powiedzieć.

Czy mogę zapisywać, czego zawodnik potrzebuje?

Trzymaj to krótko, rzeczowo i ogranicz do zachowania, które widziałeś w hali, a używaj tego wyłącznie do korygowania własnego treningu. To, co wolno zapisać i przechowywać o osobie niepełnoletniej, różni się w zależności od kraju i klubu, więc dopytaj w zarządzie, jakie zasady obowiązują u was.

Czy dam radę sam, bez asystenta?

Tak. Krótsze instrukcje, stała kolejność i zapowiadane przejścia nie kosztują dodatkowej osoby, tylko przyzwyczajenia. Jedyna zmiana, która jest naprawdę pracą, to przeprojektowanie ćwiczeń tak, by powstawało mniej rzędów — a to robisz raz i korzystasz z tego układu przez cały sezon.

Wypróbuj sam w Koach

Mniej administracji, więcej trenowania.

Zacznij z Koach