Jak radzić sobie z dominującym zawodnikiem w drużynie
Każdej drużynie wystarczy najwyżej jeden taki, żeby wyznaczał atmosferę: zawodnik, który mówi głośniej niż reszta, wzdycha przy błędach kolegów albo w trakcie twojego tłumaczenia znowu bawi się piłką. Odwracanie wzroku nie działa — po sześciu tygodniach cała drużyna trenuje dookoła tego.
Najpierw patrz: co dokładnie się dzieje?
„Trudny zawodnik” nie jest użyteczną diagnozą. W praktyce widzisz trzy typy, a każdy wymaga innego podejścia. Przejmujący mówi przez ciebie, sam dzieli ćwiczenia i poprawia kolegów. Często jest to zawodnik zaangażowany, mający za mało ujścia. Krytyk reaguje na błędy innych: westchnienie, spojrzenie, „no weź”. Zwykle ktoś z wysokimi wymaganiami, który do siebie ma co najmniej równie ostre. Negatywny nadający ton żartuje kosztem innych, narzeka na trening albo wciąga innych w niezadowolenie. Ten typ robi najwięcej szkód i jest najmniej widoczny, bo rzadko dzieje się to przy tobie.
Popatrz więc najpierw przez tydzień uważnie. Kiedy to się dzieje — po błędzie, przy nudnym ćwiczeniu, tylko przy określonych kolegach? Przy kim? I jaki jest efekt: inni cichną czy śmieją się razem z nim? Bez tej obserwacji wchodzisz w rozmowę na irytacji, a zawodnik to wyczuwa.
Opisuj zachowanie, nie charakter
Różnica między rozmową, która działa, a taką, która grzęźnie, tkwi niemal zawsze w sformułowaniu. „Jesteś negatywny” to ocena tego, kim ktoś jest — z tym nikt nic nie zrobi poza obroną. „Widziałem wczoraj, jak trzy razy wyrzuciłeś ręce w górę po tym, jak kolega nie wybrał piłki” to obserwacja, o której da się rozmawiać. Przygotuj więc dwa albo trzy konkretne przykłady, razem z momentem i skutkiem: co się stało i co to zrobiło z zawodnikiem naprzeciwko?
Właśnie dlatego rejestracja jest użyteczna: oceny zaangażowania i czas gry w Koach dają ci fakty, którymi otwierasz rozmowę, dzięki czemu dotyczy ona zachowania, a nie charakteru. Zawodnik, który słyszy, że jego zaangażowanie na treningach w ostatnich tygodniach widocznie spadło, dyskutuje z tym mniej niż z twoim wrażeniem. Jak konsekwentnie oceniać zaangażowanie bez uznaniowości, przeczytasz w tekście ocena zaangażowania zawodników.
Rozmowa: budowa i zdania
- Wybierz moment. Nie bezpośrednio po incydencie i nie w hali. Pięć minut przed treningiem, w pustym pomieszczeniu, jest lepsze niż obszerna rozmowa po wszystkim, na emocjach.
- Zacznij od tego, co cenisz. Dominujący zawodnicy są niemal zawsze zawodnikami zaangażowanymi. „Jesteś jednym z niewielu, którzy zawsze coś mówią na boisku” to nie wstęp, tylko fakt.
- Nazwij zachowanie i jego skutek. „Kiedy wzdychasz po błędzie Sanne, widzę, że ona unika następnej piłki.” Skutek dla kolegów działa mocniej niż reguła.
- Zapytaj, jak on to widzi. Wielu zawodników nie ma pojęcia, jak odbierane są ich reakcje. To odkrycie robi często więcej niż cała twoja opowieść.
- Ustal jedną rzecz. Konkretną i widoczną: „po błędzie kolegi to ty jako pierwszy mówisz coś pozytywnego”. Jedno ustalenie, do którego wracasz w ciągu dwóch tygodni.
Daj dominującemu zachowaniu legalne ujście
Zawodnik, który chce sterować całym treningiem, ma energię, którą da się wykorzystać. Daj mu prawdziwą odpowiedzialność zamiast samego ograniczenia: prowadzi rozgrzewkę, odpowiada za komunikację w linii obrony, w formach gry celowo prowadzi jednego kolegę. Działa to z dwóch powodów. Po pierwsze zachowanie przybiera formę, która pomaga drużynie. Po drugie zawodnik sam przekonuje się, jak trudno pociągnąć za sobą grupę — a to daje więcej pokory niż dziesięć rozmów. Uważaj tylko, żeby nie dać mu opaski kapitańskiej w nagrodę za trudne zachowanie; jak podjąć ten wybór inaczej, przeczytasz w tekście wybór kapitana.
Wstaw to w drużynę, nie tylko w rozmowę
Zachowanie indywidualne to w połowie kwestia kultury zespołu. Jeśli w twojej drużynie nigdy nie mówi się o tym, jak reaguje się na błąd, dominujący zawodnik jest tylko tym, który pokazuje to najwyraźniej. Ustalcie więc wspólnie z grupą kilka zasad zespołowych dokładnie o tym: jak reagujemy na błąd kolegi, kto może prowadzić zespół na boisku i co robimy, gdy ktoś się do tego nie stosuje. Zasady, które drużyna sama sformułuje, drużyna też sama egzekwuje — a wtedy ty nie musisz interweniować za każdym razem. Formy pracy, które w tym pomagają, znajdziesz w tekście ćwiczenia integracyjne dla drużyny.
Jeśli nic się nie zmienia
Czasem nic się nie zmienia. Buduj wtedy w jasnych krokach: najpierw rozmowa i ustalenie, potem druga rozmowa, w której stwierdzasz, że ustalenie nie zostało dotrzymane, i nazywasz konsekwencję, a dopiero potem sama konsekwencja — trening bez grania, mecz na ławce, a przy młodzieży rozmowa z udziałem rodziców. Bądź przy tym przewidywalny: zapowiedziane konsekwencje, które faktycznie następują, kosztują cię jeden trudny moment; konsekwencje, które zapowiadasz i nie wykonujesz, kosztują cię cały sezon. I zawsze zostawiaj otwarte drzwi. Większość dominujących zawodników to nie przypadki problemowe, tylko zawodnicy z dużym zaangażowaniem i słabym hamulcem — tym połączeniem da się sterować, pod warunkiem że przy nim zostaniesz.
Zasada: o zachowaniu mów w czasie teraźniejszym, a o zawodniku w czasie przyszłym. „To widzę i tego od ciebie potrzebuję” otwiera rozmowę; „już taki po prostu jesteś” ją zamyka.
Częste pytania
Czy dominującego zawodnika należy usunąć z drużyny?
Praktycznie nigdy jako pierwszy krok. Zacznij od obserwacji, jednej konkretnej rozmowy i jednego ustalenia, a konsekwencje buduj stopniowo. Usunięcie to ostateczność, po którą sięgasz tylko przy zachowaniu trwale naruszającym bezpieczeństwo albo radość innych.
Co, jeśli dominujący zawodnik jest zarazem moim najlepszym zawodnikiem?
Wtedy rozmowa jest ważniejsza, a nie mniej ważna. Drużyna uczy się przede wszystkim z tego, na co pozwalasz swojemu najlepszemu zawodnikowi; kto robi tam wyjątek, nie wyegzekwuje już ustaleń u nikogo.
Jak podejść do tego u zawodnika młodzieżowego?
Trzymaj to krótko i konkretnie, korzystaj z przykładów z tego samego tygodnia, a rodziców włączaj dopiero wtedy, gdy druga rozmowa nic nie da. U młodzieży wyraźnie oddaj też pozytywną rolę, bo u dzieci zachowanie zmienia się szybciej przez odpowiedzialność niż przez ograniczenie.


