Elektroniczna tablica wyników w siatkówce: na ścianie, przenośna czy z telefonu | Koach Volleyball
Wypróbuj 14 dni za darmo
Baza wiedzy · Narzędzia i organizacja

Elektroniczna tablica wyników w siatkówce: na ścianie, przenośna czy z telefonu

Trafiają tu dwa rodzaje ludzi. Jeden za pół godziny staje w hali i chce, żeby dziś wieczorem wynik był widoczny — z tego, co akurat leży na stoliku. Drugi siedzi w komisji obiektowej i ma sprawdzić, ile prawdziwa tablica będzie klub kosztować. Ten tekst jest dla obu, bo pierwsze pytanie mają dokładnie to samo: co ta tablica właściwie ma robić?

Czas czytania: 7 min

Tablica pokazuje wynik, liczący go prowadzi

Zamieszanie zaczyna się od słowa. W hali mieszają się trzy rzeczy, z których każda ma inne zadanie, a kto próbuje wcisnąć je w jedno urządzenie, zwykle zostaje z dwiema zrobionymi po połowie.

Ten artykuł dotyczy wyłącznie pierwszej rzeczy: pokazania wyniku całej hali. Jeśli szukasz raczej cyfrowego zamiennika licznika ze stolika, potrzebujesz tekstu aplikacja zamiast licznika punktów.

Pięć pytań, zanim cokolwiek kupicie albo zamontujecie

Kluby kupują tablice, które potem stoją w magazynku, bo nikt wcześniej nie zadał pięciu pytań. Odpowiedź na nie zajmuje chwilę, a oszczędza nietrafiony zakup.

  1. Z jakiej odległości ma być czytelna? Jest prosty test, którego nie da ci żadne zdjęcie produktowe: wydrukuj cyfrę w wysokości, jaką rozważasz, przyklej ją w miejscu, gdzie stanie tablica, i stań w ostatnim rzędzie trybuny. Nie odczytasz — jest za mała, choćby świeciła najjaśniej.
  2. Kto ją obsługuje? To pytanie pomijane najczęściej. Tablica nie obsłuży się sama: ktoś musi klikać po każdej akcji, a ta osoba nie robi wtedy nic innego.
  3. Gdzie stoi, kiedy się nie gra? W hali dzielonej z innymi to realne pytanie: wózek z tablicą znika, a pilot jeszcze szybciej.
  4. Skąd bierze prąd? Czy przy stoliku sędziowskim jest gniazdko? Przedłużacz w poprzek ciągu komunikacyjnego to nie rozwiązanie, tylko lina do potknięcia — i gospodarz obiektu też o tym wie.
  5. Co się dzieje, gdy padnie sieć? Wi-fi w halach sportowych ma złą sławę, a zasięg komórkowy w betonowym pudle nie jest lepszy. Jeśli wybierasz coś, co działa online, załóż z góry, że w połowie drugiego seta raz się rozłączy.

I jedno pytanie, które dotyczy tylko wersji stałej: czy w ogóle wolno wam cokolwiek przykręcić do tej ściany? W hali miejskiej albo wynajmowanej decyduje o tym właściciel obiektu, a nie zarząd klubu.

Droga 1: tablica na stałe zamontowana w hali

To obraz, który większość ludzi ma w głowie na hasło „elektroniczna tablica wyników”: duży panel na ścianie nad boiskiem, z cyframi czytelnymi aż z ostatniego rzędu. To zdecydowanie najdroższa droga — stała tablica kosztuje wielokrotność przenośnej, a do tego dochodzi montaż i czasem okablowanie.

W zamian pytanie „gdzie jest tablica” nie pada już nigdy. Ona po prostu wisi, widzi ją każdy, a obsługa to zwykle mała skrzynka albo bezprzewodowy pulpit przy stoliku sędziowskim.

Wady są proporcjonalne. Jesteś przywiązany do jednej hali, więc na wyjeździe albo na turnieju gdzie indziej nic z niej nie masz. Montaż to robota budowlana, a więc zgoda właściciela obiektu. A obsługą jest często pulpit z przyciskami, o których nikt już nie pamięta, co robią — połóż przy nim kartkę z czterema czynnościami, których naprawdę potrzebujecie, bo wolontariusz, który usiądzie tam w sobotę, widzi to urządzenie pierwszy raz w życiu.

Droga 2: tablica przenośna, która jeździ z wami

Między „nic” a instalacją na ścianie jest wariant pośredni, o którym często się zapomina: wolnostojąca elektroniczna tablica na statywie albo na stoliku, zwykle na akumulatorze lub bateriach, z pilotem w komplecie. Kosztuje ułamek stałej instalacji, a zakupu nie trzeba uzgadniać z właścicielem hali, bo niczego nie przykręcacie.

W praktyce oznacza to trzy rzeczy. Raz: jedzie z wami. Na turniej, do drugiej hali, na plażowe boiska na dworze. Dwa: jest mniejsza, więc cyfry są mniejsze, więc test czytelności z poprzedniego akapitu nie jest tu formalnością, tylko sednem wyboru. Czytelna z ławki, a z trybuny już nie — to najczęściej popełniany błąd. Trzy: musi mieć gdzie leżeć i ktoś musi ją ładować. Ustalcie to przy zakupie i dopiszcie imię tej osoby, bo inaczej za trzy miesiące będzie to nikt.

Dla większości klubów, które chcą „czegoś” bez rozkręcania projektu, to najrozsądniejsza droga: kupujecie jedną, sprawdzacie ją z ostatniego rzędu, a jeśli się nie sprawdzi, nie zostaje po niej dziura w ścianie.

Droga 3: ekran albo projektor sterowany z telefonu lub tabletu

Droga bez zakupów: używacie tego, co już jest. Laptop z projektorem, telewizor w klubowej świetlicy z kablem HDMI albo po prostu tablet postawiony pionowo na stoliku sędziowskim. Na tym ekranie odpalasz tablicę wyników — są darmowe strony, które nie robią nic poza pokazywaniem dwóch wielkich cyfr z przyciskami pod spodem.

Uruchomienie tego na dzisiejszy wieczór na pewno się uda. Ale zastrzeżenia nie są drobne:

Korzystaj więc z tej drogi świadomie: jako z rozwiązania awaryjnego na dziś albo jako ze stałego wyboru w hali, gdzie ekran i tak wisi, a publiczność siedzi blisko.

Kto to obsługuje i co zostaje po ostatniej akcji

Każda z powyższych dróg kończy się przy tej samej osobie: kimś, kto przez cały mecz klika. I dokładnie tam pojawia się drugie pytanie. Skoro i tak ktoś naciska przycisk po każdej akcji, czy to samo naciśnięcie nie mogłoby dać czegoś więcej niż cyfry na ścianie?

Może dać, ale to już inne zadanie. Tablica jest dla hali; liczenie w aplikacji jest dla drużyny. W Koach trener albo upoważniony członek drużyny stuka po każdej akcji w plus, a potem aplikacja dopytuje o dwie rzeczy: kto zdobył punkt?, a następnie w jaki sposób. Przy tym pierwszym pytaniu widzisz tylko zawodników, którzy w danej chwili są na boisku, więc to dwa stuknięcia i wracasz do meczu. Pomarańczowy plus to punkt dla nas; ciemny to punkt przeciwnika i pyta potem, co poszło nie tak. Pod tablicą stoi kolejność zagrywki, a na omyłkowe kliknięcie w środku akcji jest przycisk Cofnij.

Tablica wyników w aplikacji Koach: set 3, wynik 21-18, nad nią wyniki setów, pod nią ustawienie
To stoi na telefonie osoby liczącej, a nie na ścianie. Wynik dla hali i liczenie dla drużyny to dwa różne zadania.

Bądźmy tu uczciwi co do granicy: to nie jest tablica dla hali. Stoi pionowo na telefonie w ręku jednej osoby, z trybuny nieczytelna, i nie ma widoku, który wyrzucisz na projektor. Chcesz jedno i drugie — tablicę dla hali i liczenie, z którego coś zostaje — to w praktyce dwie osoby obok siebie przy stoliku: jedna obsługuje tablicę, druga liczy. Jak dokładnie wygląda to liczenie i co z niego wychodzi, opisuje tekst prowadzenie meczu na żywo. Kto może być tą drugą osobą — zawodnik z ławki, rodzic — czytaj dalej w oddanie liczenia komuś innemu.

Różnica leży w tym, co zostaje. Tablica po ostatniej akcji jest pusta. Z liczenia zostaje raport z meczu: wyniki setów, punkty na zawodnika, błędy według rodzaju. To jest powód, żeby tego zadania nie oddawać stronie internetowej bez pamięci. A ponieważ wi-fi w hali jest najsłabszym ogniwem całej tej opowieści, warto wiedzieć, że liczenie idzie dalej także wtedy, gdy sieć padnie — zobacz liczenie na żywo bez wi-fi.

Wybór: dwie drogi dla dwóch rodzajów pośpiechu

Stoisz za pół godziny w hali? Bierz to, co jest. Laptop z projektorem albo tablet pionowo na stoliku, darmowa strona z tablicą wyników, blokada ekranu wyłączona i jedna osoba, która przesiedzi tam cały mecz. Nie oczekuj po tym niczego na później. Jeśli chcesz jednak coś zachować, posadź obok drugą osobę z telefonem, która liczy.

Siedzisz w zarządzie i masz budżet? Odpowiedz najpierw na pięć pytań powyżej, z testem czytelności na czele. Potem wybierz między przenośną a stałą i pozwól, żeby zdecydowały dwie rzeczy: gracie w jednej hali czy w kilku i czy wolno wam ruszać ścianę. W razie wątpliwości zacznij od przenośnej — to najtańszy sposób, żeby dowiedzieć się, czego naprawdę potrzebujecie, a jeśli później zawiśnie coś na stałe, przenośna wcale się nie zmarnuje. I przy każdej drodze ustalcie obsługę: kto klika, gdzie leży instrukcja, kto ładuje.

Krótko: tablica pokazuje wynik hali, liczący zapisuje to, co się wydarzyło — to dwa zadania i zwykle dwie osoby. Sprawdź czytelność z ostatniego rzędu, zanim cokolwiek kupisz, i przy każdej drodze ustal, kto będzie klikać przez cały mecz.

Częste pytania

Czy mogę wyrzucić tablicę z telefonu na telewizor w hali?

Kablem zwykle tak, bezprzewodowo często nie. Przesyłanie obrazu na telewizor wymaga, żeby oba urządzenia były w tej samej sieci, a to jest właśnie problem w hali sportowej: sieć dla gości często nie pozwala urządzeniom rozmawiać ze sobą, a zasięg komórkowy tu nie pomaga. Kabel HDMI między laptopem a ekranem jest nudny, ale zawsze działa. Chcesz bezprzewodowo — przetestuj to raz w powszedni wieczór w tej samej hali, a nie pół godziny przed pierwszym meczem.

Czy darmowa tablica wyników w przeglądarce działa też bez internetu?

Gdy strona raz się załaduje, zwykle działa dalej, bo liczenie odbywa się w samej przeglądarce. Ryzyko leży w przeładowaniu: jeśli sieć padnie i ktoś odświeży stronę, ona już nie wróci, a wynik przepadnie. Otwórz ją więc, póki masz jeszcze połączenie, zostaw tę kartę w spokoju i wyłącz blokadę ekranu. I zapisuj wyniki setów po każdym secie na kartce — to trzy sekundy, które ratują cały wieczór.

Czy przy elektronicznej tablicy trzeba jeszcze wypełniać oficjalny protokół?

Tak. Tablica to komunikat do hali i nie ma żadnej mocy formalnej; przy rozbieżności liczy się to, co stoi w protokole zawodów i co podpisał sędzia. Część związków pracuje już na elektronicznym protokole na tablecie, ale to osobne narzędzie wskazane przez związek, a nie coś, co wybieracie sami. Tablica w hali i ten protokół są od siebie całkowicie niezależne.

Jak duże muszą być cyfry w hali z trybuną?

Nie ma liczby pasującej do każdej hali, bo zależy to od odległości, oświetlenia i kontrastu. Zamiast liczyć, zrób test: wydrukuj cyfrę w wysokości, jaką oferuje tablica, powieś ją tam, gdzie tablica stanie, i stań na najdalszym miejscu siedzącym. Jeśli wahasz się choć sekundę, wybierz większą. Mocne światło z góry i błyszczący ekran potrafią sprawić, że tablica wystarczająca na papierze w praktyce jest nieczytelna.

Wypróbuj sam w Koach

Mniej administracji, więcej trenowania.

Zacznij z Koach