Siatkówka w ciąży: co się da, a co odpada | Koach Volleyball
Wypróbuj 14 dni za darmo
Baza wiedzy · Warsztat trenera

Siatkówka w ciąży: co się da, a co odpada

Zawodniczka mówi, że jest w ciąży, a kilka tygodni później znika z pola widzenia. Nie dlatego, że ktoś ją odsyła, tylko dlatego, że nikt nie wie, co jeszcze się da, więc nikt niczego nie ustala. Ten artykuł jest o dwóch rzeczach, które przy tym idą źle: o kolejności, w jakiej odpadają siatkarskie czynności, i o rolach, które jej dajesz, żeby została w zespole. Wyraźnie nie jest o tym, czy wolno jej grać — tego nikt w hali nie rozstrzyga.

Czas czytania: 8 min

Najpierw jasno: kto tu o czym decyduje

To artykuł dla dwóch czytelników naraz: dla zawodniczki, która chce wiedzieć, co zostaje z jej siatkówki, i dla trenera, który musi ułożyć to, co wydarzy się we wtorkowy wieczór. Dla obojga obowiązuje ta sama granica. O tym, czy gra w siatkówkę w tej ciąży jest odpowiedzialna i do kiedy, decyduje lekarz albo położna — nie trener, nie zawodniczka sama z siebie, a już na pewno nie artykuł. Wszystko poniżej to ogólna informacja o tym, jak zbudowana jest siatkówka, a nie porada medyczna ani zamiennik wizyty.

To, co natomiast należy do hali, to siatkarska strona tego pytania. Lekarz może powiedzieć: umiarkowany wysiłek tak, ryzyko upadku i zderzenia raczej nie. Co to znaczy dla ćwiczenia blokowego, dla formy obronnej albo dla gry sześć na sześć, tego lekarz nie wie — to wiesz ty. Nie tłumacz więc zalecenia na „to poćwicz spokojniej”, tylko na konkretne czynności, które zostają w treningu albo z niego wypadają. To jedyny fragment tej układanki, w którym trener ma cokolwiek do powiedzenia, i dokładnie ten, który zostaje niezrobiony.

Osią całego tego tłumaczenia jest jedno zdanie: w siatkówce szczególnym ryzykiem nie jest wysiłek, tylko upadek i to, że można dostać piłką. Bieganie da się dawkować; lądowania obok stopy koleżanki z zespołu ani mocno uderzonej piłki z czterech metrów już nie. Dlatego czynności odpadają w siatkówce w rozpoznawalnej kolejności, a ta kolejność nie pokrywa się z tym, jak ciężko coś wygląda i jak bardzo męczy.

Kolejność, w jakiej odpadają czynności

Nie ma takiego tygodnia, w którym światło przeskakuje na czerwone. Jest natomiast kolejność, która wynika z tego, co przy każdej czynności może pójść nie tak; to więc nie oś czasu, tylko rachunek ryzyka. Przejdź ją z góry na dół i skreśl to, co przyszło na swoją kolej.

  1. Nurkowanie, sprawl i każda forma upadku. To wypada jako pierwsze. Przy tej czynności brzuch uderza w podłogę z pełną prędkością, a osłabić się jej nie da — nie istnieje coś takiego jak pół nurkowania.
  2. Wyskok do bloku i lądowanie pod siatką. Rzecz nie w samym wyskoku, tylko w lądowaniu w najbardziej zatłoczonym metrze kwadratowym boiska, tam gdzie leży stopa koleżanki albo przeciwniczki. Do tego dochodzi to, że wraz z rosnącym brzuchem przesuwa się środek ciężkości: lądowanie, które zawsze wychodziło samo, nagle może wymagać korekty.
  3. Szybkie wypady i obroty w obronie. Wykrok w bok z dłonią przy podłodze, obrót na jednej nodze, wybieranie piłki odbitej od bloku. Tutaj problemem jest równowaga, a nie siła.
  4. Rozbieg i atak. Atak to sprint, odbicie, wyprost i lądowanie jedno po drugim, a do tego rotacja w tułowiu. Jeśli zawodniczka sama mówi, że coś „już nie pasuje”, chodzi zwykle właśnie o to: rytm przestaje się zgadzać, zanim cokolwiek zaboli.
  5. Wszystko, przy czym może przylecieć mocna piłka z bliska. Obrona w pierwszej linii, udział w formie atakowej, w której uderza się z bliska, wybieranie piłek za blokiem. To jedyny punkt na tej liście, który nie dotyczy jej własnego ruchu, tylko ruchu innych — a więc czegoś, czego ona sama nie może dawkować.
  6. Gra sześć na sześć z kontaktem przy siatce. Ta stoi na końcu, bo łączy pięć punktów powyżej: odpada którykolwiek z nich, a forma meczowa w praktyce odpada razem z nim. Mimo to zwykle myśli się o niej najpóźniej, bo nie czuje się jak ryzyko, tylko jak zwykłe granie z zespołem — i jest najtrudniejsza do dawkowania: gdy robi się emocjonująco, wszyscy odruchowo idą w tę stronę.

Gdzie na tej liście ktoś się zatrzyma i kiedy, jest u każdej osoby inne i należy do rozmowy z położną albo lekarzem. To, co możesz zrobić jako trener, to używać listy jak listy kontrolnej: które z tych sześciu rzeczy siedzą jeszcze we wtorkowym treningu i co wstawiam w ich miejsce?

Co potrafi zostać zaskakująco długo

Odwrotna lista jest krótsza, ale ważniejsza, bo to w niej siedzi powód, dla którego zawodniczka nie musi odpadać. Użyj przy każdym ćwiczeniu trzech pytań jako sprawdzianu: czy może tu upaść? Czy może ktoś na nią wpaść? Czy piłka przylatuje nieprzewidywalnie mocno? Jeśli trzy razy pada nie, ćwiczenie co do zasady się nadaje.

Uwaga na pułapkę: ćwiczenie bezpieczne na papierze robi się niebezpieczne w chwili, gdy staje się rywalizacją. Forma na wystawienie z doliczaniem punktów szybko zmienia się w nurkowanie za źle podaną piłką. Nie ustalaj więc, które ćwiczenie ona robi, tylko jakie ma zadanie — na przykład: każdą piłkę dalej niż jeden krok od siebie po prostu puszczasz. Takie ustalenie wytrzymuje również wtedy, gdy robi się wesoło.

Rozmowa: o co pytasz i o co nie pytasz nigdy

Zawodniczka sama decyduje, kiedy i komu o tym powie: jedna mówi od razu, druga dużo później, i w obu przypadkach jest to jej prawo. Od chwili, gdy ty już wiesz, potrzebujesz tylko trzech rzeczy, a żadna z nich nie jest medyczna: czego nie chcesz w najbliższych tygodniach robić, co chcesz robić dalej i czy mogę o tym powiedzieć zespołowi? Więcej nie musisz wiedzieć, żeby przerobić swój trening.

Zdanie, którego możesz użyć dosłownie: „Nie muszę wiedzieć niczego medycznego i nie będę o to pytał. Chcę tylko wiedzieć, co w najbliższych tygodniach chcesz robić, a czego nie, i czy mogę to przekazać reszcie. A jeśli coś się zmieni, chętnie się o tym dowiem — sam będę co kilka tygodni krótko dopytywał”.

To ostatnie nie jest uprzejmością, tylko koniecznością: to, co da się dziś, za dwa miesiące już się nie da, a zawodniczka nie będzie tego za każdym razem zgłaszać z własnej inicjatywy. Wyznacz na to stały moment, na przykład raz na trzy tygodnie po treningu, dwie minuty. To, co zapisujesz, trzymaj funkcjonalne i ograniczone do tego, czego potrzebujesz w hali: to ta sama zasada co przy każdej innej informacji zdrowotnej w twoim zespole, a rozpisana jest w tekście o tym, jakich danych zawodników naprawdę potrzebujesz. Przekazywania dalej — innemu trenerowi, zarządowi czy przeciwnikowi — nie robisz bez jej wiedzy.

Sześć ról, które utrzymają ją w zespole

Tutaj to się w praktyce sypie. Zawodniczka, która przestaje grać, nie znika przez jakąś decyzję, tylko przez serię drobiazgów: nie ma jej już na liście obecności, nie mówi się do niej przy omówieniu, a po kilku tygodniach nie ma już powodu, żeby przyjść. Zapobiegnij temu, dając jej rolę, która ma nazwę — nie „no, pomożesz trochę”, bo to jest dokładnie to, czego nikt nie robi dłużej niż dwa tygodnie.

Zrób z tego dwie albo trzy role, nie sześć. I ustalcie, że rola wygasa w chwili, w której ona tego chce, bez tłumaczenia się. Zadanie, które robi się obowiązkiem, szkodzi tak samo jak brak zadania.

Ekran zgłoszeń na mecz, na którym zawodniczka wybiera między przyjdę, nie przyjdę i przyjdę popatrzeć
Kto nadal zgłasza się na każdy mecz, ten zostaje na liście — także wtedy, gdy w tych miesiącach nie gra.

Co załatwiasz poza halą (i co różni się w zależności od związku)

Tutaj trenerzy zacinają się na czymś, co wcale nie jest ich zadaniem. Strona administracyjna — uprawnienie do gry, ubezpieczenie, członkostwo i składka — różni się w zależności od związku i od klubu. Nie istnieje ogólna zasada, którą można przepisać, a zła odpowiedź kosztuje kogoś pieniądze albo ochronę ubezpieczeniową. Dopytaj, i to za jednym razem.

Wyślij do sekretarza albo do osoby prowadzącej ewidencję członków jeden mail z czterema pytaniami. Raz: czy członkostwo można czasowo przekształcić albo zawiesić i od jakiej daty? Dwa: czy ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków albo od odpowiedzialności cywilnej obejmuje jeszcze kogoś, kto jest w hali, ale nie gra? Trzy: czy trzeba ją zdjąć ze zgłoszenia drużyny, a jeśli tak, to od kiedy i z jakimi konsekwencjami przy późniejszym powrocie? Cztery: jeśli siedzi na ławce jako osoba towarzysząca albo licząca, czy musi być gdzieś zarejestrowana? Odpowiedź wpisz potem do ustaleń drużynowych, żeby następny trener nie musiał tego wyszukiwać od nowa — zobacz ustalenia drużynowe.

Praktycznie w hali

Kilka rzeczy, które mało kosztują i wiele zmieniają, a które po prostu załatwiasz, nie robiąc z nich tematu:

Powrót: odwrotna kolejność, żadnego terminu

Powrót to część, w której popełnia się najwięcej błędów, a schemat przypomina ten z powrotu po kontuzji: idzie dobrze, zespół jej potrzebuje i w mgnieniu oka trenuje znowu w pełni, a do tego gra. O tym, kiedy wolno jej zacząć, decyduje lekarz albo położna, a ten moment zależy między innymi od przebiegu porodu. Terminarz rozgrywek nie odgrywa w tym żadnej roli.

To, co ty możesz zaplanować, to kolejność, a ta biegnie odwrotnie niż lista, od której zaczął się ten artykuł. Pracuj blokami, a nie datami:

  1. Blok 1 — technika bez wyskoku i bez upadku. Zagrywka, wystawienie, przyjęcie dorzuconej piłki. Celem jest odzyskanie rytmu i kontaktu z piłką, a nie kondycja.
  2. Blok 2 — wyskok wraca, lądowanie kontrolowane. Najpierw wyskok do bloku w miejscu i lądowanie na dwie stopy, dopiero potem rozbieg. Jeszcze żadnej gry sześć na sześć i żadnych sytuacji, w których ktoś stoi w jej strefie lądowania.
  3. Blok 3 — pełny trening, a dopiero potem minuty meczowe. Zacznij od jednego seta, nie od całego meczu. Nurkowanie i upadki wracają na końcu, tak samo jak odpadły jako pierwsze.

Dwóch rzeczy nie wolno tu niedoceniać. Pierwsza to obciążenie poza siatkówką: kondycja wraca często wcześniej niż regularnie przespana noc. Licz się z nieregularną obecnością i nie rób z tego problemu — zawodniczka, która trzy razy musi się tłumaczyć z nieobecności, za czwartym razem wypisze się zupełnie. Druga to głowa. Pierwsza mocna piłka w jej stronę to moment, i pierwsze ponowne nurkowanie też. To sprawa odwagi, a nie techniki, i naprawia się małymi, udanymi powtórzeniami, a nie jednym ciężkim meczem. Jak to zbudować, opisuje odbudowa pewności siebie u zawodnika.

Na koniec daj jej szeroki horyzont zamiast daty docelowej. „W styczniu zobaczymy, gdzie jesteś” działa; „za osiem tygodni wracasz do pierwszej szóstki” to obietnica, której nie jesteś w stanie dotrzymać.

Sedno: decyzja medyczna należy do lekarza albo położnej — twoje zadanie zaczyna się dopiero potem. Przetłumacz ich zalecenie na konkretne czynności, które odpadają, daj jej dwie role z nazwą i zostaw ją na liście drużyny. Zawodniczki rzadko znikają przez decyzję; znikają dlatego, że nic nie zostaje ustalone.

Częste pytania

Czy można grać w siatkówkę w ciąży?

Nie ma na to ogólnego tak ani nie: ocenia to twój lekarz albo położna, na podstawie twojej sytuacji i przebiegu ciąży. Tym, co wyróżnia siatkówkę, nie jest wysiłek, tylko ryzyko upadku i zderzenia: nurkowanie, lądowanie pod blokiem i mocne piłki z bliska to elementy, które trzeba w tej rozmowie wymienić wprost.

Od którego tygodnia muszę przestać grać mecze?

Nie da się wskazać stałego tygodnia i u każdej osoby wygląda to inaczej. W praktyce czynności odpadają w pewnej kolejności: najpierw nurkowanie i upadki, potem wyskok do bloku i lądowanie, potem szybkie wypady w obronie, a na końcu rozbieg. Forma meczowa łączy to wszystko, więc odpada z chwilą, gdy odpadnie którykolwiek z wcześniejszych punktów; dlatego wiele zawodniczek rezygnuje z meczów wcześniej niż z treningów.

Czy jako zawodniczka muszę powiedzieć o tym trenerowi?

Sama decydujesz, kiedy i komu o tym mówisz. Praktycznie rzecz biorąc obowiązuje jednak zasada: im wcześniej trener wie, tym wcześniej może przerobić ćwiczenia i załatwić ci rolę. Nie potrzeba do tego żadnych informacji medycznych, tylko tego, co chcesz i czego nie chcesz robić, oraz zgody na przekazanie tego zespołowi.

Co jako trener wolno mi na ten temat zapisać?

Tylko to, czego potrzebujesz w hali: które ćwiczenia odpadają i kto o tym wie. Żadnych diagnoz, żadnych dat, żadnych szczegółów i żadnego przekazywania dalej bez jej zgody. Ta sama zasada co przy każdej informacji zdrowotnej w zespole, rozpisana w artykule o zbieraniu danych zawodników.

Czy trzeba ją wyrejestrować w związku albo w ubezpieczeniu?

To różni się w zależności od związku i klubu i nie jest zadaniem trenera. Wyślij do ewidencji członków mail z czterema pytaniami: czy członkostwo można czasowo przekształcić, czy ochrona ubezpieczeniowa obejmuje kogoś, kto nie gra, czy trzeba ją zdjąć ze zgłoszenia drużyny i czy musi być zarejestrowana, jeśli siedzi na ławce jako licząca albo osoba towarzysząca.

Ile trwa, zanim będzie mogła znowu grać po porodzie?

Nie ma na to liczby tygodni, a moment startu wyznacza lekarz albo położna, zależnie między innymi od przebiegu porodu. Budowanie formy biegnie potem w odwrotnej kolejności: najpierw technika bez wyskoku i bez upadku, potem wyskok i lądowanie, potem pełne treningi, a dopiero na końcu minuty meczowe, zaczynając od jednego seta.

Wypróbuj sam w Koach

Mniej administracji, więcej trenowania.

Zacznij z Koach