Trenowanie nastolatków: jak ruszyć zespół, który nic nie robi | Koach Volleyball
Wypróbuj 14 dni za darmo
Baza wiedzy · Siatkówka młodzieżowa

Trenowanie nastolatków: jak ruszyć zespół, który nic nie robi

Ustawiasz ćwiczenie, tłumaczysz je i nie dzieje się nic. Trzynastu czternastolatków patrzy w podłogę, na siebie nawzajem, na własne buty. Ten, do kogo się zwrócisz, wzrusza ramionami; ten, do kogo zwrócisz się ostrzej, wzrusza nimi jeszcze raz. To nie jest lenistwo i nie jest to też kwestia twardszej ręki.

Czas czytania: 8 min

Nicnierobienie to nie lenistwo, tylko lęk o status

Gdzieś między trzynastym a szesnastym rokiem życia zmienia się publiczność. Do tego wieku dziecko trenuje dla trenera; potem trenuje dla dwunastu rówieśników wokół siebie. A wobec tej publiczności włączenie się kosztuje. Zawodnik, który pierwszy rusza sprintem, który głośno mówi „tak”, który wykonuje wskazówkę dosłownie, gdy reszta jeszcze stoi — podejmuje ryzyko, którego nie podejmuje nikt inny. Jeśli mu nie wyjdzie, jest tym, który się wyrywa przed szereg. Jeśli nie zrobi nic, nie ma jak się skompromitować. Stanie w miejscu jest po prostu najtańszym wyborem w hali.

To przesądza o tym, co działa. Skoro nicnierobienie jest wyborem bezpiecznym, większa presja daje efekt odwrotny: dokładasz publiczności, a przez to włączenie się robi się jeszcze droższe. Pomaga natomiast odwrócenie tego rachunku — sprawić, żeby udział był tani, a nicnierobienie niemożliwe.

Poświęć najpierw jeden trening na obserwację. Nie patrz, kto rusza się po twoim poleceniu, tylko kto na kogo patrzy przez dwie sekundy po nim. Często okazuje się, że kilku zawodników najpierw spogląda na tego samego kolegę — zwykle nie najlepszego, tylko tego o najwyższym statusie — i ruszają dopiero wtedy, gdy ruszy on. To jest prawdziwy sygnał startu i nie jest twój.

Jedno często się z tym myli: zawodnik, który dziś potyka się o własne nogi, wcale nie przykłada się mniej — równie dobrze może to być skok wzrostu. Ten artykuł jest o drugiej połowie: o zachowaniu i o relacji.

Autorytet bez próby sił

Nastolatek zwykle nie testuje ciebie jako osoby. Testuje, gdzie leży granica, a przede wszystkim: kto patrzy. Dlatego każda uwaga wygłoszona przy grupie jest publicznym pojedynkiem, a taki pojedynek można tylko przegrać. Przegrasz — tracisz autorytet; wygrasz — upokorzyłeś czternastolatka na oczach całej jego publiczności. Jak sformułować uwagę tak, żeby niosła informację zamiast oceny, opisuje poprawianie bez krzyku.

Jest jeszcze coś, co kluby źle oceniają: dziewiętnastoletni trener przy zespole młodzieżowym uchodzi za rozwiązanie awaryjne, a tutaj bywa raczej atutem. Nie ma dorosłego autorytetu do stracenia i nie musi wygrywać z czternastolatkiem, bo nie jest jego rodzicem. Dzięki temu łatwiej mu stanąć obok zawodnika niż nad nim. Pułapka jest lustrzana: próba zdobycia grupy byciem miłym albo śmianie się z żartu kosztem kolegi z zespołu. Granica jest prosta — możesz dzielić z nimi wszystko poza swoją oceną zachowania. Kto się dośmiewa, tydzień później nie poprawi już niczego, zwłaszcza u zawodnika, który nadaje ton; jak sobie z nim radzić, opisuje postępowanie z dominującym zawodnikiem.

Nie robi tego, co mówisz, ale robi to, na co sam się zgodził

To najbardziej użyteczny mechanizm w tym wieku. Polecenie dorosłego jest dla nastolatka czymś, wobec czego trzeba się określić: wykonanie coś znaczy, odmowa coś znaczy, i jedno, i drugie jest widziane. Ustalenie, które sam głośno potwierdził, należy do niego — nie ma przeciwko czemu się buntować.

Wbuduj więc w każdy trening dwa albo trzy momenty, w których ktoś mówi „tak” na głos. Nie o tym, czy w ogóle trenujemy — to nie podlega dyskusji — tylko o tym, jak:

  1. Niech wybiorą normę, a nie cel. „To ćwiczenie kończy się, kiedy zrobicie je dobrze. Trzy razy z rzędu czy pięć razy z rzędu?” Obie odpowiedzi są twoim planem; wybór jest prawdziwy.
  2. Niech zawodnik odda ci swoją wskazówkę własnymi słowami. „Co ty robisz w tej serii?” On mówi, ty kiwasz głową. Pięć sekund i wskazówka stała się jego.
  3. Zakończ sprawdzeniem. „Umawiamy się, że w przyszłym tygodniu robimy tak samo?” Wtorkowe „tak” tydzień później nadal jest „tak” — pod warunkiem, że ty je zapamiętałeś.

Nigdy nie dawaj wyboru całkowicie otwartego. „Co chcecie robić?” przynosi odpowiedź, która grupę kosztuje najmniej. Dwie opcje, z których obie są dobre, działają; przy trzech dostajesz dyskusję. I zapisz to „tak” — dwie linijki z tyłu karty zespołu wystarczą — bo „tak”, którego nigdzie nie ma, w przyszłym tygodniu nie istniało. Wróć do tego na najbliższym treningu, także wtedy, gdy poszło dobrze: dopiero kiedy kilka razy do tego wrócisz, zauważą, że ich „tak” naprawdę coś u ciebie znaczy.

Ustalenia zamiast narzuconych zasad

Zasada jest twoja, ustalenie jest ich. Ta różnica liczy się w każdym wieku, ale u nastolatków widać ją najostrzej. Szeroki schemat takiego spotkania — plan, tematy i spisanie ustaleń — opisuje pierwsze zebranie zespołu; przy zespole nastolatków tniesz je na krótkie kawałki. Trzy razy po pięć minut na początku treningu wystarczą, a zacząć możesz w dowolnym momencie sezonu. Co w tym wieku wygląda inaczej:

Ekran obecności na treningu z podziałem na obecny, spóźniony i nieobecny oraz oceną zaangażowania każdego zawodnika
Ustalenie o frekwencji jest coś warte dopiero wtedy, gdy potrafisz je odtworzyć: kto był, kto się odmeldował i od kiedy to się zmienia.

Kto zapisuje po każdym treningu, kto był i jakie zaangażowanie widział — w Koach albo zwyczajnie w zeszycie — sześć tygodni później prowadzi rozmowę na faktach zamiast na wrażeniach. U nastolatków to przesądza sprawę: „ostatnio często cię nie ma” daje się bez trudu zaprzeczyć, „z ostatnich ośmiu treningów opuściłeś trzy, wszystkie we wtorek” już nie.

Pułapka: „kto źle trenuje, ten nie gra”

To pierwszy środek, po który sięga niemal każdy trener, a u 13–16-latków przynosi odwrotny skutek na cztery sposoby.

  1. Karzesz dokładnie ten powód, dla którego on przychodzi. Sobotni mecz z kolegami jest często ostatnim, co go trzyma. To, co dzieje się potem, widuje się często: najpierw jeden mecz na ławce, potem dwie nieobecności bez powodu, potem wiadomość od rodzica — zobacz dziecko, które chce rzucić siatkówkę.
  2. Dostarczasz mu statusu. Zawodnik widocznie ukarany przez trenera nie jest dla swojej publiczności odstraszającym przykładem, tylko bohaterem. Dajesz mu za darmo to, czego szukał.
  3. Nie da się tego wyegzekwować. W sobotę, w którą chcesz to zastosować, dwóch jest kontuzjowanych, a twój drugi rozgrywający wyjechał — i nagle zawodnik, którego chciałeś ukarać, okazuje się tym, którego potrzebujesz. Więc tego nie robisz, a wtedy w dwa tygodnie zasada staje się folklorem, razem z twoim słowem.
  4. Zwykle to nieprawda. Słaby trening w tym wieku bardzo często nie wynika ze złej woli. Może to być skok wzrostu, fatalny tydzień w szkole albo dokładnie ten lęk o status z pierwszego akapitu.

Działa natomiast konsekwencja, która zostaje wewnątrz treningu i następuje od razu. Ćwiczenie idzie dalej bez niego: „stoisz z boku, dopóki nie wchodzisz”, i naprawdę idziesz dalej, nie poświęcając mu uwagi — wrócić może zawsze, bez rozmowy, i zwykle wraca szybciej, niż się spodziewasz. Czas biegnie dalej: jeśli trzeba tłumaczyć trzy razy od nowa, to schodzi z gry na koniec. Nie kara, tylko rachunek, i tłumaczysz go jeden raz. No i konsekwencja, którą ustalili sami, bo tej nie musisz bronić.

Ćwiczenia, w których wymiganie się jest niemożliwe

Tutaj leży największy zysk i nie kosztuje cię ani jednej rozmowy. Reguła projektowa: im mniejsza gra, tym drożej wychodzi nicnierobienie. Trzy odbicia na stronę rozłożone na sześciu zawodników to pół piłki na zawodnika na akcję; te same trzy odbicia na trzech zawodników to jedna, a w 2 na 2 półtorej. W szóstce można pozostać niewidzialnym przez pół godziny; w trójce nie. Pięć reguł, którymi przerobisz każde istniejące ćwiczenie:

Trzy formy, które z tego wynikają, wraz z czasami:

  1. Odliczanie, 3 na 3 (12 minut). Pół boiska, cztery zespoły po trzech: dwa grają, dwa czekają. Jeśli liczba się nie zgadza, jeden zespół liczy czterech zawodników zmieniających się między sobą. Każdy zespół startuje z ośmioma punktami. Każda piłka, która spadnie po twojej stronie, kosztuje punkt, także przy własnym błędzie. Kto zejdzie do zera, schodzi, a wchodzi pierwszy czekający zespół; kto zostaje na boisku, zachowuje swoje pozostałe punkty. Nie ma czego zbierać, można tylko tracić — i przez to każda piłka liczy się dla wszystkich.
  2. Dziewięćdziesiąt sekund (9 minut). 2 na 2 na wąskich boiskach szerokości mniej więcej trzech metrów; trzy takie mieszczą się obok siebie pod tą samą siatką. Sześć rund po dziewięćdziesiąt sekund, a po każdej rundzie wszyscy przesuwają się o jedno boisko. Jeśli ktoś zostaje poza podziałem, przez jedną rundę pilnuje zegara i wchodzi w następnej. Nie licz nic na tablicy; presją jest zegar.
  3. Trzy nazwiska (10 minut). 4 na 4, zwykła punktacja, ale punkt liczy się podwójnie, jeśli w tej akcji piłki dotknęło trzech różnych zawodników. Po kilku akcjach zaczynają się nawzajem szukać, zamiast unikać piłki.

Technika, którą w to wkładasz, się nie zmienia; zmienia się tylko forma dookoła, a ona decyduje, czy się włączą. Wbuduj do tego jeden moment w treningu, w którym wybór naprawdę mają: którą z dwóch form kończycie zajęcia. To cię nic nie kosztuje, a przynosi jedno „tak”.

Dwuminutowa rozmowa z tymi dwoma, którzy naprawdę chcą

W każdej grupie trzynastu jest dwóch albo trzech, którzy chcą, ale nie mają odwagi być pierwsi. Nie poznasz ich po poziomie: po twoim wytłumaczeniu to oni pierwsi patrzą na piłkę, podczas gdy reszta patrzy na siebie. To jest twoja dźwignia. Porozmawiaj z każdym osobno, przed treningiem, poza szatnią:

„Widziałem w zeszłym tygodniu, że pierwszy załapałeś, co trzeba zrobić, i że mimo to czekałeś. Rozumiem to. Poproszę cię, żebyś od teraz przy ustawianiu zaczynał jako pierwszy. Wtedy to nie ty się wyrywasz — wtedy po prostu robisz to, o co poprosiłem. Może być?”

To, co mu dajesz, to osłona: może się włączyć, nie płacąc ceny, bo to było twoje polecenie i wszyscy to widzą. Dokładnie ten rachunek z pierwszego akapitu, tylko że ty zmieniasz jedną jego stronę. Zrób to najwyżej z trzema zawodnikami; przy czterech i więcej to już nie osłona, tylko paczka wybrańców.

Dwie rzeczy, których nie robisz. Nigdy nie stawiaj tych zawodników za przykład przy grupie — „patrzcie, Zosia robi to jak trzeba” spala ją jednym zdaniem. I nie poprzestawaj na tej jednej rozmowie: wracaj do tego z każdym krótko, dwa zdania po treningu. Kto zapisuje jedną linijkę na zawodnika, w Koach albo w zeszycie, trzy tygodnie później nadal wie, o co chodziło.

Telefon, nastrój i dzień, w którym nic nie wychodzi

O telefonie jedno ustalenie i żadnych polowań: zostaje w torbie od chwili wejścia do hali do ostatniej piłki. Czego nie robisz, to odbieranie — to próba sił, w której trzymasz w ręku cudzą własność. Odłóż swój telefon w widocznym miejscu: trener, który między dwoma ćwiczeniami zerka w ekran, sam właśnie unieważnił to ustalenie.

Szatnia to strefa szara, a problemem nie jest tam pisanie na komunikatorze, tylko nagrywanie. Ustal to wyraźnie: w szatni nie włącza się kamery, nigdy i nikt. To, co kluby i związki zapisały o tym formalnie, różni się w zależności od kraju i stowarzyszenia — zapytaj swój zarząd, jakie zasady zachowania u was obowiązują, i powołuj się na nie, bo ustalenia, które są na papierze, nie musisz bronić w pojedynkę.

Teraz nastrój. W tym wieku zmienia się w obrębie jednego treningu i to jest normalne; twoją sprawą staje się dopiero wtedy, gdy przekłada się na zachowanie. Trzymaj się więc tej reguły: zachowanie poprawiasz, nastroju nie. Nie musisz wiedzieć, dlaczego ktoś jest naburmuszony, tylko powiedzieć, co ma zrobić: „Nie musisz nic mówić. Wystarczy, że wchodzisz na tyle, na ile dziś dajesz radę”. Nigdy nie pytaj „co się stało?” przy grupie — odpowiedź zawsze brzmi „nic”, a potem nie ma już drogi powrotnej bez utraty twarzy. Zapytaj po zajęciach, idąc obok niego do wyjścia. I trzymaj wnioski przy ziemi: jeden słaby trening to jeden pomiar, dopiero trzy tygodnie tego samego to wzorzec.

Jak z trzynastu jednostek zrobić grupę

Zespół młodzieżowy nie jest jeszcze grupą tylko dlatego, że ma nazwę i stroje. To, co zwykle widać, to trzy paczki po cztery osoby i jeden zawodnik, który jest w środku wyłącznie dlatego, że tak go przydzielono. Paczki nie są problemem, one są zawsze. Ten jeden zawodnik już tak: to on odejdzie pierwszy.

Rzadko działa wieczór integracyjny jako naprawa dopiero po konflikcie — wtedy widać, że to interwencja, a ten wiek to odrzuca. Formy, które faktycznie coś dają, opisują ćwiczenia integracyjne dla zespołu sportowego, a jak ta grupa ma się do tego, co trenujesz wcześniej i później, opisuje trening młodzieży w siatkówce według grup wiekowych. I szczerze: z trzynastu nastolatków nie zrobisz paczki przyjaciół i nie musisz. Cel jest bardziej osiągalny — żeby każdy potrafił pracować z każdym i żeby nikt nie stał sam.

Sedno: włączenie się musi być tańsze niż nicnierobienie. Za każdym razem, gdy podkręcasz presję przy całej grupie, robisz udział jeszcze droższym — i dostajesz z powrotem dokładnie to zachowanie, które chciałeś usunąć. Zmieniaj więc ćwiczenie i publiczność, a nie ton głosu.

Częste pytania

Od jakiego wieku się na to trafia?

W praktyce od jakichś dwunastu, trzynastu lat, a najostrzejszy okres to trzynaście–szesnaście. Kieruj się wiekiem, a nie literą kategorii: nazwy tych grup różnią się w zależności od związku, więc to, co w jednym klubie jest młodzikiem, gdzie indziej nazywa się inaczej.

Czy mam być surowszy, kiedy cała grupa nic nie robi?

Surowość dokłada publiczności do problemu, który przez publiczność powstał. Zmień najpierw formę ćwiczenia — mniejsze zespoły, krótsze odcinki, punktacja odliczająca w dół — i dopiero potem ton. Jeśli zachowanie mimo to się utrzyma, rzecz idzie o ustalenia, a nie o surowość.

Co zrobić z zawodnikiem, który przychodzi tylko dlatego, że wysyłają go rodzice?

Zapytaj go, osobno i bez oceniania: co sprawiłoby, że tobie by się to opłacało? Daj mu potem jedną rolę albo zadanie, na które sam powie „tak”, i umówcie się na termin, na przykład do przerwy zimowej. Kto nic nie wybierze, zwykle i tak odejdzie — ale wtedy po uczciwej rozmowie, a nie po cichu.

Czy karanie ćwiczeniami kondycyjnymi albo bieganiem działa?

Nie w tym wieku, z dwóch powodów. Robi z wysiłku karę, podczas gdy tego samego wysiłku potrzebujesz przez resztę sezonu, i przynosi ukaranemu zawodnikowi status u jego publiczności. Konsekwencja, która zostaje w ćwiczeniu i następuje natychmiast, daje więcej.

Jak postępować z telefonami w szatni?

Zrób jedno ustalenie zamiast urządzać polowanie: telefony w torbie od wejścia do hali, a w szatni nigdy nie włącza się kamery. Nigdy nie odbieraj telefonu. To, jakie zasady zachowania zapisały w tej sprawie twój klub i związek, różni się w zależności od kraju i stowarzyszenia — dopytaj o to zarząd i powołuj się na te zasady.

Wypróbuj sam w Koach

Mniej administracji, więcej trenowania.

Zacznij z Koach