Przypomnienie o zapisie na trening: sygnał, który aplikacja daje dwa dni wcześniej
W sobotę twoja drużyna gra na wyjeździe. Otwierasz zgłoszenia i widzisz osiem razy Będzie, raz Nie może i cztery razy zupełnie nic. Zadzwonić do tej czwórki? Poczekać? Większość trenerów robi to trzecie: bierze telefon i powtarza całą rundę na grupowym czacie. Właśnie tę rundę przypomnienie wysłane dwa dni wcześniej robi zbędną.
Problemem nie jest frekwencja, tylko znaki zapytania
Trener, który narzeka na zgłoszenia, rzadko narzeka na zawodników, którzy się wypisują. Wypisanie się to informacja: wiesz, że jednej osoby zabraknie, i możesz coś zorganizować. Chodzi o tę trzecią kategorię, która nie ma własnej nazwy i na każdym ekranie jest szarym kółkiem: brak odpowiedzi. Z tym nie zrobisz nic. Nie wiesz, czy staniesz w ósemkę, czy w dwunastkę, więc nie ułożysz składu, nie domkniesz planu dojazdów i nie wybierzesz ćwiczenia dopasowanego do liczby.
Przykre jest to, że te znaki zapytania prawie nigdy nie biorą się ze złej woli. Siedemnastolatek, który trzy dni temu zobaczył powiadomienie i pomyślał, że odpowie później, zwyczajnie zapomniał. Rodzic, który w czwartek siedzi za kierownicą, gdy przychodzi pytanie, nie odpowiada i już do tego nie wraca. Kto próbuje to naprawić ostrzejszymi zasadami, naprawia nie ten problem. Większość cichych zawodników nie potrzebuje kolejnego punktu w regulaminie, tylko drugiego dotknięcia ekranu w momencie, który im pasuje. To co innego niż szersze pytanie, jak zwiększyć frekwencję na treningach: tu chodzi wyłącznie o odpowiedź, a nie o samą obecność.
Co dzieje się dwa dni wcześniej
W Koach co godzinę rusza sprawdzenie. Poza wczesnym wieczorem nie robi ono nic; mniej więcej od osiemnastej patrzy, jakie treningi, mecze i turnieje wypadają za dwa dni, i przy każdym wydarzeniu sprawdza, kto nie wpisał tam jeszcze odpowiedzi. Tylko te osoby dostają jedno powiadomienie. Reszta niczego nie zauważa.
Powiadomienie jest krótkie i mówi dokładnie, o co chodzi. W nagłówku stoi nazwa twojej drużyny, żeby zawodnik grający w dwóch zespołach od razu wiedział, którego terminu dotyczy. Niżej: nie podałeś jeszcze, czy pojutrze trenujesz, daj znać. Przy meczu jest w nim przeciwnik, przy turnieju nazwa turnieju. Kto go dotknie, otwiera ekran właśnie tego treningu albo meczu, a tuż pod spodem są przyciski, żeby zaznaczyć obecność albo nieobecność. Nie trzeba szukać po zakładkach.
Trzy rzeczy w sposobie działania są ważne:
- Raz na termin, nigdy więcej. Aplikacja pilnuje przy każdym odbiorcy, które powiadomienie już wyszło. Kto dostał swój sygnał, nie dostanie go ponownie tylko dlatego, że godzinę później znowu poszło sprawdzenie.
- Odpowiedź wypisuje cię z listy. Gdy tylko dotkniesz zapisu albo wypisania, przy następnej rundzie nie ma cię już wśród cichych zawodników. Także wtedy, gdy dzień później znowu się wypiszesz: liczy się to, czy odpowiedź w ogóle jest, a nie jaka.
- Pominięta runda zostaje nadrobiona. Jeśli z pierwszą rundą coś pójdzie nie tak, aplikacja próbuje w kolejnych godzinach jeszcze raz, aż do końca wieczoru — i tylko u tych, którzy sygnału jeszcze nie dostali.
Dlaczego wieczór wcześniej to za późno
Większość aplikacji sportowych wysyła przypomnienie wieczorem przed terminem. Koach robi to również: około dziewiętnastej wszyscy w drużynie dostają wiadomość o tym, co jest jutro w planie. To podpowiedź dla pamięci, a nie pytanie, i idzie do wszystkich — także do zawodnika, który grzecznie zapisał się dwa tygodnie temu.
Dla ciebie jako trenera przychodzi za późno. Odkryć w piątek wieczorem, że stajesz w szóstkę, znaczy w piątek wieczorem nie móc już nic z tym zrobić. Nie poprosisz zawodniczki z innej drużyny, nie zadzwonisz do rodzica, który mógłby prowadzić, nie przestawisz treningu na coś, co w szóstkę naprawdę działa. Dwa dni wcześniej to wszystko jest jeszcze możliwe. I na tym polega cała różnica między tymi dwiema wiadomościami: jedna mówi, co jest jutro, druga prosi o odpowiedź w chwili, w której ta odpowiedź jeszcze coś ci daje.
W skrócie: powiadomienie, które przychodzi między 21:30 a 7:30, dociera, ale bez dźwięku. Rano po prostu leży na ekranie i nikomu nie dzwoni telefon późną nocą.
Rodzic dostaje je w sprawie swojego dziecka
W drużynach młodzieżowych kalendarz nie leży u zawodnika, tylko u rodzica. Jedenastolatek nie zarządza swoją sobotą, a powiadomienie wysłane wyłącznie do niego często nie trafia nigdzie. Dlatego sygnał idzie też do powiązanego rodzica, i to innymi słowami: nie podano jeszcze, czy Zosia pojutrze trenuje. Jest w nim imię dziecka, żeby rodzic dwójki dzieci w różnych drużynach nie musiał zgadywać, o które chodzi — dostaje po prostu dwa powiadomienia, po jednym na dziecko.
Rodzicowi powiadomienie otwiera Dashboard, na którym stoi najbliższy termin jego dziecka, a pod nim stan zgłoszenia. Jeśli ktoś jest jednocześnie zawodnikiem i rodzicem w tej samej drużynie, wygrywa rola zawodnika: dostaje tekst o sobie, nie o dziecku. Jak dalej działają konta rodziców, opisuje Koach dla rodziców.
Kto go nie dostanie
Sygnał jest celowo wąski. Dzięki temu nikt się nim nie męczy, ale znaczy to również, że po wszystkim na twoim ekranie mogą jeszcze zostać znaki zapytania. Te osoby nie dostają nic:
- Zawodnicy bez własnego konta i bez powiązanego rodzica. Brak konta to brak urządzenia, na które można cokolwiek wysłać. Zostają przy braku odpowiedzi, dopóki nie wpiszesz jej sam albo ich nie zaprosisz.
- Osoby trenujące gościnnie. Stoją poza stałą kadrą i nie powinny być zaczepiane w sprawie treningu, który nie jest ich. Jak to działa, opisuje tekst o trenujących gościnnie.
- Zawodnicy ze statusem nieaktywny. Kto jest kontuzjowany albo chwilowo nie gra, nie dostaje cotygodniowej prośby o zapisanie się.
- Wszyscy przy odwołanym treningu albo wykreślonym meczu. Jeśli wieczór się nie odbędzie, sygnał też nie wychodzi.
Przy turnieju wychodzi jeden sygnał na cały turniej, a nie osobno na każdy mecz grupowy. Dokładnie tak samo się zresztą na niego zapisujesz: raz na cały dzień. Inaczej zawodnik dostałby jednego wieczoru sześć wibracji za coś, co jest jednym pytaniem.
Co robisz z resztką
Nie zakładaj, że po powiadomieniu lista sama zapełni się do końca. Zwykle zostaje kilka nazwisk, które nie reagują nawet na drugie dotknięcie. Ale to już jest lista, którą da się odhaczyć: kilka celowanych wiadomości zamiast rundy po całej drużynie, i wiesz dokładnie, do kogo.
Na ekranie treningu widzisz kartę ze wszystkimi nazwiskami, posortowaną według odpowiedzi, a u góry liczbę obecnych zestawioną z wielkością twojej kadry. Przy meczu stoją pod nagłówkiem Zgłoszenia w trzech grupach: Będzie, Nie może i Brak odpowiedzi. Ta ostatnia grupa to twoja runda telefonów. Odpowiedź możesz też wpisać sam — jeśli zawodnik powiedział ci to na poprzednim treningu, jego miejsce jest w aplikacji, a nie w twojej głowie. W dniu wydarzenia przycisk Wszyscy obecni jednym dotknięciem ustawia wszystkich bez odpowiedzi na obecnych; to, co było już wpisane, zostaje, więc wypisanie się nie zostanie nadpisane.
Jeśli tydzień po tygodniu milczą te same nazwiska, to nie jest kwestia ustawienia, tylko rozmowy. Najpierw sprawdź, czy ci zawodnicy w ogóle dostają powiadomienia — powiadomienia push bywają wyłączone na samym urządzeniu, a wtedy pomagasz komuś rozmową, która jest o niczym.
Co ci to daje
Brzmi jak drobiazg i drobiazgiem jest: jedna wiadomość, dwa dni wcześniej, tylko do tych, którzy nic nie powiedzieli. Ale zmienia to, kto ma z tym robotę. Bez tego sygnału to ty w czwartek wieczorem przechodzisz listę, przepisujesz nazwiska na grupowy czat i następnego ranka pytasz jeszcze raz. Z tym sygnałem tę rundę robi aplikacja, w języku odbiorcy, a tobie zostają dwa nazwiska, przy których faktycznie trzeba zadzwonić.
Lista staje się też uczciwsza. Ekran zgłoszeń, na którym zawsze wiszą cztery znaki zapytania, uczy cię nie ufać ekranowi i i tak dzwonić. Ekran, który w poranek meczu się zgadza, zaczniesz wykorzystywać do układania składu. To ostatecznie jest cel zgłoszeń na mecz: nie to, żeby ludzie ładnie klikali przycisk, tylko żebyś ty w sobotę rano wiedział, kto przyjdzie.
Częste pytania
Czy mogę wyłączyć ten sygnał, jeśli mi na nim nie zależy?
Tak, ale tylko dla siebie: w swoich ustawieniach powiadomień jest przełącznik przypomnień. Gdy go wyłączysz, znika także przypomnienie z wieczoru poprzedzającego, bo obie rzeczy należą do tej samej kategorii. Trener nie może przestawić tego przełącznika za swoich zawodników, każdy decyduje o tym na własnym urządzeniu.
Czy ja jako trener też dostaję takie powiadomienie?
Nie. Sygnał idzie wyłącznie do zawodników bez odpowiedzi i do powiązanych rodziców tych zawodników. Ty widzisz efekt po prostu na ekranie treningu albo meczu: przez te dwa dni szarych wierszy ubywa.
Zawodnik mówi, że nic nie dostał. Jak to możliwe?
Sprawdź cztery rzeczy. Czy ten zawodnik ma własne konto albo powiązanego rodzica, czy nie ma statusu nieaktywny i nie jest na liście jako trenujący gościnnie, czy nie miał już wpisanej odpowiedzi w chwili, gdy szła runda, i czy powiadomienia są włączone na jego urządzeniu oraz w jego ustawieniach. Prawie zawsze siedzi to w jednym z tych czterech punktów, a nie w aplikacji.
A jeśli ktoś po tej wiadomości jednak zmieni zdanie, czy da się to jeszcze zmienić?
Tak. Sygnał nie jest terminem zamknięcia, tylko prośbą o odpowiedź. Zapisać się i wypisać można potem normalnie, aż do samego wydarzenia, a ty widzisz tę zmianę od razu na liście. Drugie powiadomienie nie przyjdzie, bo aplikacja patrzy tylko na to, czy odpowiedź jest, a nie jaka.


