Zadania koordynatora młodzieży: osiem drużyn, których nie widzisz
Odpowiadasz za osiem drużyn. Regularnie widujesz najwyżej dwie, a o reszcie dowiadujesz się dopiero wtedy, gdy napisze rodzic albo gdy pod koniec sezonu wpłyną naraz trzy rezygnacje. Odruchem jest wtedy częstsze chodzenie po hali. To nie działa, bo wyliczenie się nie zgadza — i nie jest też potrzebne.
Wyliczenie, które definiuje twoją rolę
Osiem drużyn, z których każda trenuje dwa razy w tygodniu po półtorej godziny, to szesnaście treningów tygodniowo, razem dwadzieścia cztery godziny. Przez sezon liczący jakieś trzydzieści cztery tygodnie daje to ponad osiemset godzin treningowych w twoim pionie. Bywasz na jednym treningu tygodniowo — a dla wolontariusza z pracą to i tak dużo — więc stoisz przy boisku podczas jakichś pięćdziesięciu z tych ośmiuset. Ponad sześć procent. Mecze pomagają tylko w ograniczonym stopniu: wypadają często o tej samej porze dnia, czasem równocześnie.
Wynika z tego jeden wniosek: chodzenie po hali nie jest metodą. Przeważającej części tego, co dzieje się w twoim pionie, nigdy nie zobaczysz na własne oczy. Twoją rolą nie jest więc nadzór, tylko organizowanie sygnałów — zadbanie o to, by informacja docierała do ciebie bez twojej obecności, i wiedza o tym, która informacja ma znaczenie.
To zarazem różnica wobec pytania, kto o czym decyduje. Ten podział — zgłaszanie drużyn, przydzielanie trenerów, układanie składów, ocena — opisuje kto decyduje o czym w twoim klubie. Ten artykuł jest o tygodniach pomiędzy, w których nikt niczego nie decyduje, a mimo to coś idzie nie tak.
Skargi są przy tym kiepskim systemem alarmowym. Zanim rodzic zadzwoni albo trener złoży rezygnację, problem trwa zwykle od tygodni. Trzy sygnały przechylają się wcześniej i wszystkie trzy odczytasz, nie stojąc w hali. Przechodź je co miesiąc, w tej kolejności.
Sygnał 1: frekwencja na treningach spada
Patrz na każdą drużynę w blokach czterotygodniowych, nigdy z tygodnia na tydzień — jedna fala grypy albo jeden wyjazd szkolny czyni tygodniową liczbę bezwartościową. Liczą się dwie rzeczy. Poziom: dla drużyny młodzieżowej postaw granicę w okolicach siedemdziesięciu pięciu procent obecności — schodzi drużyna trwale poniżej, to jest sygnał. I kierunek: dwa bloki z rzędu w dół są ważniejsze niż jeden słaby blok. Dwunastoosobowa drużyna, która schodzi z dziewięćdziesięciu na osiemdziesiąt, a potem na siedemdziesiąt procent, w tym tempie za osiem tygodni stoi na treningu w sześciu, a wtedy trener zaczyna robić ćwiczenia, których wcale nie zaplanował.
Jedno dopracowanie czyni tę liczbę znacznie użyteczniejszą: policz też, ilu zawodników w tych czterech tygodniach opuściło co najmniej dwa treningi. Przy kadrze dwunastu trzech takich zawodników to zwyczajne życie; sześciu oznacza, że wieczór treningowy stracił swoją oczywistość, choćby średnia wyglądała jeszcze przyzwoicie. To rozróżnienie decyduje o tym, o co pytasz: przy trzech nazwiskach rozmowa jest o tych trzech, przy sześciu — o treningu. Co trener sam może z tym zrobić, opisuje poprawianie frekwencji na treningach — to jego robota, nie twoja.
Sygnał 2: czas gry skupia się na czterech zawodnikach
Ten sygnał najłatwiej przeoczyć, bo drużyna, która wygrywa, z zewnątrz wygląda zdrowo. Przelicz go co miesiąc z ostatnich pięciu meczów. Pięć meczów po średnio cztery sety daje przy sześciu zawodnikach na boisku sto dwadzieścia setów zawodniczych — grasz w innym formacie meczowym, licz własną liczbą setów. Przy kadrze dwunastu równy podział to zatem dziesięć setów na zawodnika. Patrz na dwie granice: czy czterej najczęściej wykorzystywani zawodnicy mają razem ponad połowę tych stu dwudziestu, i czy czterej ostatni mają razem mniej niż dziesięć procent? Dwa razy tak oznacza, że jedna trzecia tej drużyny faktycznie nie gra.
Dlaczego to wyprzedza skargę: zawodnicy, którzy grają mało, miesiącami nic nie mówią. Odpuszczają jeden trening, potem dwa, a pod koniec sezonu rezygnują — i wtedy wygląda to na nagły odpływ. Liczba stała tam już miesiące wcześniej. Przynieś ją jako pytanie, a nie jako zarzut, bo dobre powody są do pomyślenia: kontuzje, kadra dziesięciu, seria meczów z czołówką tabeli. Samo prowadzenie zapisu opisuje notowanie czasu gry, a to, jak trener mądrze z tym postępuje — sprawiedliwy podział czasu gry; twoim zadaniem jest położyć to na stole, zanim zrobi to matka jedenastego zawodnika.
Sygnał 3: trener, który przestał o cokolwiek pytać
Prowadź przy każdym trenerze jedną linijkę, z jednym pytaniem na miesiąc: czy ten trener o coś mnie w tym miesiącu zapytał, coś zgłosił albo coś przysłał? Tak albo nie, nic więcej. Ta lista kosztuje dwie minuty i jest jedynym sygnałem, który musisz założyć samodzielnie. Trener, który w pierwszych miesiącach dzwonił trzy razy w sprawie piłek, godzin hali i trudnego zawodnika, a potem przez dwa miesiące nic, wcale nie musiał stać się samodzielniejszy. Częściej odpuścił albo uznał, że pytanie i tak nic nie daje.
Uwaga na niuans: niektórzy trenerzy z zasady o nic nie pytają i prowadzą drużynę znakomicie. Nie chodzi więc o poziom, tylko o zmianę. Dwa puste miesiące z rzędu u kogoś, kto wcześniej szukał kontaktu: to jest drużyna, którą odwiedzasz pierwszą — jeszcze przed drużyną o najgorszych liczbach. Liczby poczekają; trenera, który się wypisuje, wymieniasz w środku sezonu, a to najgorszy moment, jaki istnieje.
Liczb nie musisz zbierać własnoręcznie: frekwencja i czas gry w każdej drużynie są gotowe od chwili, gdy trenerzy je zapisują, a w Koach zestawisz je obok siebie raportem klubowym — zobacz prowadzenie kilku drużyn naraz. Zbieranie nie jest robotą. Rozmowa po nim już tak.
Miesięczny rytm: dwie godziny na miesiąc
Koordynator działający na wyczucie robi dużo na początku sezonu, a w środku zimy nic — dokładnie odwrotnie, niż jest to potrzebne. Nałóż na to stały rytm: cztery momenty w miesiącu, razem dwie godziny.
- Pierwszy tydzień — dwadzieścia minut na liczby. Frekwencja każdej drużyny za miniony blok, podział czasu gry z ostatnich pięciu meczów i twoja lista tak/nie z kontaktami. Zapisz przy każdej drużynie: zielony, pomarańczowy albo czerwony. Więcej niuansu nie potrzebujesz.
- Drugi tydzień — jedna godzinna wizyta w hali. U drużyny z najczerwieńszym sygnałem, nie u drużyny, przy której czujesz się dobrze. Zapowiedziana i z jednym wcześniej podanym punktem obserwacji.
- Trzeci tydzień — dwie dziesięciominutowe rozmowy telefoniczne. Z trenerami, których nie odwiedziłeś. Rotuj nimi: razem z comiesięczną wizytą w hali daje to dziewięć kontaktów na kwartał, dokładnie tyle, by z każdym z ośmiu trenerów porozmawiać raz, gdy akurat nic się nie dzieje.
- Czwarty tydzień — dwadzieścia minut pisania. Jedna linijka na drużynę w dzienniku: co widziałeś, co zostało ustalone, kiedy do tego wracasz. Plus jeden albo dwa punkty, które muszą trafić do komisji lub do zarządu.
Ten dziennik to nie biurokracja, tylko twoja pamięć. Pod koniec sezonu ktoś zapyta, dlaczego tamta jedna drużyna zmieniła w połowie trenera, i wtedy osiem linijek — po jednej na miesiąc — jest różnicą między decyzją a awanturą. To także jedyna rzecz, z której twój następca naprawdę skorzysta.
Pytanie, z którym podchodzisz do trenera
Najtrudniejsze w tej roli jest to, że musisz zagadnąć kogoś o coś, czego sam nie widziałeś. Dwa otwarcia działają rzadko. „Jak leci?” daje prawie zawsze „dobrze”. A „dlaczego frekwencja u was spadła?” to oskarżenie ze znakiem zapytania na końcu; przed tym broni się każdy, także ten, kto nic złego nie zrobił.
Działa natomiast zdanie z trzech części: obserwacja bez oceny, pytanie uznające, że on wie więcej niż ty, i oferta:
„Widzę, że przez ostatnie cztery tygodnie na treningu stało średnio ośmiu z dwunastu; blok wcześniej było ich dziesięciu. Nie wiem, czy to coś znaczy — ty widzisz ich co tydzień. Zgadza się ten obraz i czy jest coś, co mogę dla ciebie załatwić?”
Różnicę robi ta środkowa część: stawiasz trenera w roli tego, kto wie najwięcej, i tak też jest. Każdą rozmowę zamykaj tym samym pytaniem: „Czego przez najbliższy miesiąc potrzebujesz ode mnie i na kiedy ma to być?” Nic z tego nie wychodzi — w porządku. Wychodzi jednak coś — to jest ustalenie z datą, a ono idzie do twojego dziennika.
Trzy zasady utrzymują taką rozmowę w czystości. Raz: wizytę zapowiadasz wcześniej. Przyjście bez zapowiedzi to kontrola, przyjście zapowiedziane to zainteresowanie. Dwa: nigdy nie używasz informacji, której źródła nie podajesz. Żadnego „słyszy się różne rzeczy” — albo mówisz, kto to powiedział, albo tego nie używasz. Trzy: skargę rodzica przekazujesz w tej samej formie: „Był u mnie rodzic w sprawie czasu gry swojej córki. Powiedziałem, że najpierw porozmawiam z tobą. Oto, co powiedziała, i chcę wiedzieć, jak ty to widzisz”. Jak przyjmować takich rodziców, nie opowiadając się po żadnej stronie, opisują rodzice przy bocznej linii.
Granica między koordynowaniem a przejmowaniem
Każdy koordynator, który sam trenował drużynę, zna tę pokusę: widzisz coś, co da się zrobić lepiej, i mówisz to zawodnikowi. Od tej chwili ta drużyna ma dwóch szefów. Pięciu rzeczy więc nie robisz, choćby w najlepszej wierze:
- Nie poprawiasz zawodnika w trakcie cudzego treningu. Widzisz coś — mówisz to po treningu trenerowi. Jedną rzecz, nie listę ośmiu.
- Nie omawiasz ustawienia z zawodnikami ani z rodzicami. Także wtedy, gdy się z nim nie zgadzasz. Tę dyskusję prowadzisz z trenerem albo wcale.
- Nigdy nie przyznajesz rodzicowi racji przeciwko trenerowi, zanim z tym trenerem porozmawiasz. Zrobisz tak raz, a dowie się o tym reszta twoich trenerów i stracisz zaufanie, którego właśnie potrzebujesz.
- Nie przejmujesz treningu „tylko ten jeden raz”. Zastępstwo przy chorobie jest w porządku; zastępstwo dwa razy w miesiącu oznacza, że ukrywasz wakat, zamiast go rozwiązać.
- Niczego nie obiecujesz w sprawie składów na przyszły sezon. Ani zawodnikowi, ani rodzicowi, ani trenerowi — to decyzja o ustalonej kolejności i z kilkoma osobami w środku.
Sprawdzianem, czy stoisz po właściwej stronie tej granicy, jest jedno pytanie: czy w tym, jak ta drużyna trenuje, zmieni się cokolwiek, jeśli jutro odejdziesz? Nie zmieni się nic — koordynowałeś. Zmieni się wszystko — twoje odejście stało się problemem tej drużyny.
Koordynator młodzieży, kierownik drużyny czy członek komisji?
Te trzy role w praktyce się mieszają, zwykle dlatego, że jedna osoba pełni dwie z nich. Linię podziału da się jednak dobrze wyznaczyć. Kierownik drużyny pracuje dla jednej drużyny i ogarnia wszystko wokół siatkówki: kalendarz, grafik dojazdów, formularze, stroje. Koordynator młodzieży pracuje ponad drużynami i odpowiada za linię sportową: trenerzy, przechodzenie wyżej, poziom i to, czy drużyna sobie radzi. Członek komisji współdecyduje o drużynach, klasach rozgrywkowych i składach — to głos w decyzji, a nie cotygodniowe zadanie.
Przełóż ten podział na regułę kierowania spraw w trzech zdaniach i podaj ją raz wszystkim rodzicom i trenerom. Dojazdy, godziny, stroje i pieniądze idą do kierownika drużyny. Gra, trening i zachowanie wewnątrz drużyny idą do trenera. Wszystko, co wykracza poza jedną drużynę — składy, przechodzenie wyżej, poziom albo skarga na trenera — idzie do koordynatora. Bez tej reguły wszystko ląduje u ciebie i w dwa miesiące stajesz się infolinią skargową swojego pionu zamiast opiekunem swoich trenerów.
Za co przez cały rok odpowiadasz osobiście
Trzech zadań nie da się przesunąć dalej. Pierwsze to wprowadzenie nowych trenerów. Pozyskiwanie ich to osobne rzemiosło — punktem wyjścia jest pozyskiwanie trenerów — ale to, co przychodzi potem, należy do ciebie i składa się z czterech kontaktów. Przed pierwszym treningiem: co to za drużyna, czego oczekuje klub, do kogo dzwonisz, gdy coś się dzieje. Po trzecim tygodniu: dziesięć minut telefonu z jednym pytaniem — co zawiodło? Około szóstego tygodnia: zapowiedziana wizyta w hali z jednym uzgodnionym punktem obserwacji. Około dwunastego tygodnia: dwadzieścia minut z pytaniem, czy to potrwa do lata. Ten czwarty moment ustaw świadomie po pierwszej serii niepowodzeń, bo tam zapada decyzja, którą chcesz widzieć nadchodzącą.
Drugie to przechodzenie między pionami w trakcie sezonu. Zawodnik, który zaczyna dotrenowywać z wyższą drużyną, brzmi jak drobny gest, a nim nie jest. Ustal trzy rzeczy przed pierwszym wspólnym treningiem: ile tygodni to potrwa i kiedy do tego wrócisz, czy pozwala na to regulamin — to, czy zawodnik może grać w dwóch drużynach albo przejść w połowie sezonu, różni się w zależności od związku, więc sprawdź to raz w swoim własnym regulaminie — i kto powie o tym trenerowi drużyny macierzystej. To ostatnie robisz ty, zanim zrobi to sam zawodnik. Jak uzasadnić taką rekomendację, opisuje uzasadnianie rekomendacji o przejściu wyżej.
Trzecie to to, co co roku dostarczasz zarządowi. Zarządy nie zrobią nic ze zdaniem „u młodzieży się nie układa”, zrobią coś z liczbami i pytaniem. Jedna strona, trzy linijki na każdy rocznik — liczba członków i różnica wobec zeszłego roku, liczba trenerów i to, ilu z nich pisemnie potwierdziło, że zostaje, oraz średnia frekwencja treningowa każdej drużyny — a pod tym najwyżej dwa pytania z kosztem obok, na przykład budżet na dwa miejsca kursowe. Taka strona zostaje przeczytana; sześciostronicowy dokument programowy przesuwa się zwykle na następne zebranie. Dostarcz ją, zanim drużyny zostaną zgłoszone do nowego sezonu, a nie po tym.
Sedno: o problemie dowiadujesz się, gdy ktoś złoży skargę, a wtedy zwykle jest już za późno. Trzy sygnały, które przechodzisz co miesiąc — frekwencja w każdej drużynie, podział czasu gry i to, kto szukał z tobą kontaktu — przechylają się tygodnie wcześniej. Kosztują dwadzieścia minut i są jedyną częścią twojej roli, która nie zależy od tego, czy akurat stałeś w hali.
Częste pytania
Iloma drużynami może zająć się jeden koordynator młodzieży?
Nie licz w drużynach, tylko w trenerach. Stały rytm miesięczny kosztuje dwie godziny niezależnie od liczby drużyn; skaluje się razem z klubem kontakt poza nim — licz mniej więcej kwadrans na trenera na miesiąc. Przy ośmiu trenerach wychodzą jakieś cztery godziny miesięcznie. Jesteś wyżej — podziel to na piony z jednym stałym momentem uzgodnień, bo powyżej dziesięciu drużyn tracisz orientację, z kim nie rozmawiałeś od dwóch miesięcy.
Czy koordynator młodzieży musi mieć za sobą pracę trenera?
To pomaga w rozmowach, ale nie jest warunkiem i jest zarazem największym ryzykiem. Kto sam prowadził drużynę, najłatwiej przekracza granicę i zaczyna coachować w cudzej hali. Ważniejsza niż wiedza siatkarska jest umiejętność zagadnięcia kogoś o coś, czego samemu się nie widziało, tak by nie zabrzmiało to jak kontrola.
Co robić, gdy trener odbiera moją wizytę jako kontrolę?
Zapowiedz wizytę wcześniej, podaj jedną rzecz, której przyjdziesz się przyjrzeć, i trzymaj się tego. Potem nie przychodź z listą uwag, tylko z jedną obserwacją i jednym pytaniem. Odwiedzaj też drużyny, w których nic się nie dzieje, bo koordynator zjawiający się wyłącznie przy problemach zamienia każdą wizytę w wyrok.
Kto oddzwania rodzicowi: koordynator czy trener?
Jeśli rzecz dotyczy gry, treningu albo zachowania wewnątrz drużyny — trener. Jeśli dotyczy składów, przechodzenia wyżej, poziomu albo samego trenera — koordynator. Czego nie robisz nigdy, to przyznanie rodzicowi racji, zanim porozmawiasz z trenerem; umów się, że oddzwonisz w ustalonym terminie, i dotrzymaj tego.
Jaka jest różnica między koordynatorem młodzieży a kierownikiem drużyny?
Kierownik drużyny pracuje dla jednej drużyny i ogarnia sprawy organizacyjne: kalendarz, dojazdy, formularze i sprzęt. Koordynator młodzieży pracuje ponad drużynami i odpowiada za linię sportową: opiekę nad trenerami, przechodzenie wyżej, poziom i rekomendacje przy układaniu składów. Role zderzają się tylko wtedy, gdy nikt nie zapisał, które pytanie trafia gdzie.
Czy mogę interweniować w drużynie, która wszystko przegrywa?
Przegrywanie samo w sobie nie jest powodem do interwencji; zły podział na drużyny albo trener, który utknął, już tak. Popatrz więc najpierw na trzy sygnały zamiast na tabelę i porozmawiaj z trenerem o tym, czego potrzebuje. Wkraczaj naprawdę dopiero wtedy, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo albo zachowanie, i wtedy razem z komisją sportową albo z zarządem.


