Tablica taktyczna do siatkówki: kupić czy wystarczy telefon? | Koach Volleyball
Wypróbuj 14 dni za darmo
Baza wiedzy · Taktyka

Tablica taktyczna do siatkówki: kupić czy wystarczy telefon?

Masz właśnie zamówić tablicę taktyczną. Jest prosta tablica magnetyczna z pionkami, jest droższa wersja, po której pisze się rysikiem po ekranie LCD, i jest myśl, która w takiej chwili przychodzi każdemu: przecież mój telefon robi to samo? To prawdziwe pytanie, a odpowiedź nie zależy od tego, które urządzenie jest sprytniejsze.

Czas czytania: 7 min

Na czym naprawdę zawiesza się ten wybór

Tablica taktyczna nie jest ani droga, ani skomplikowana. A mimo to pytanie wraca, bo porównanie prawie zawsze robi się na złych punktach: na tym, co dana rzecz potrafi, zamiast na tym, co w hali z tą rzeczą naprawdę się dzieje.

Przerwa na żądanie trwa w większości przepisów trzydzieści sekund. Spora część z tego schodzi na podejście zawodników, rozdanie bidonów i uciszenie sześciu czy siedmiu osób, które przed chwilą oddały punkt. Zostaje najwyżej dwadzieścia sekund na wyjaśnienie jednej rzeczy. Wszystko, co w tych dwudziestu sekundach obsługujesz — skuwka markera, blokada ekranu, magnes, który spadł na parkiet — schodzi z twojego tłumaczenia.

To jest miara. Nie: która tablica potrafi najwięcej. Tylko: która najmniej przeszkadza, kiedy przychodzi co do czego. Poniżej trzy opcje zestawione na czterech punktach, łącznie z tymi, w których najtańsza tablica zwyczajnie wygrywa. Ten tekst jest o zakupie; jak w tych dwudziestu sekundach wyjaśnić sytuację, nie gubiąc po drodze sześciu osób, opisuje tablica taktyczna w przerwie.

Trzy opcje, krótko

Cen nie podaję, bo różnią się między krajami i sklepami zbyt mocno, żeby dało się je sensownie porównać. Schemat wszędzie jest jednak ten sam: tablica magnetyczna jest najtańsza, tablica LCD kosztuje jej wielokrotność, a aplikacja na sprzęcie, który i tak masz, nie kosztuje w sprzęcie nic.

Punkt pierwszy: jak szybko masz ją w dłoni?

Tu telefon przegrywa i nie ma sensu tego owijać w bawełnę. Tablicę, która wisi na sznurku przy torbie albo leży pod krzesełkiem, po prostu podnosisz i już działa. Telefon trzeba wyjąć z kieszeni, odblokować — mokrymi albo zmarzniętymi rękami nie zawsze udaje się za pierwszym razem — a potem musi się jeszcze otworzyć właściwa aplikacja. To kilka sekund, których w trzydziestosekundowej przerwie nie masz.

Jest jeden sposób, żeby tę różnicę zasypać, i jest nim przygotowanie: mieć ekran otwarty, zanim poprosisz o przerwę. Kto rozkłada tablicę dopiero na gwizdek sędziego, jest spóźniony — obojętne, czy jest ona z kartonu, czy ze szkła. Dotyczy to zresztą tak samo tablicy magnetycznej: jeśli pionki wciąż leżą w woreczku, tracisz te dwadzieścia sekund równie skutecznie.

Tablica LCD leży pośrodku. Jest zawsze włączona i rysuje od razu, ale rysik musisz mieć przy sobie. Jeśli go zgubisz, paznokieć jest kiepskim zastępstwem: większość takich ekranów reaguje na nacisk, a palec naciska za słabo i za szeroko, żeby linia była czytelna.

Punkt drugi: czy cała grupa może patrzeć naraz?

Sześcioro zawodników, zmiennik, czasem drugi trener. Stoją wokół ciebie w półkolu i nie wszyscy na wprost. To problem kąta patrzenia, a w tym telefon jest słaby: mały, do tego z błyszczącym ekranem, który odbija lampy hali każdemu, kto patrzy pod skosem.

Tablica magnetyczna tych dwóch problemów nie ma. Jest matowa, zwykle większa od telefonu, i z której strony byś na nią nie spojrzał, widzisz to samo. Tablice LCD bywają w obu rozmiarach i zazwyczaj jednak potrzebują kąta, bo kontrast spada, kiedy patrzy się na nie ukośnie.

Tablet rozwiązuje sprawę rozmiaru, ale nie odbić. A tablet w ręce przy linii bocznej to już inna rzecz niż telefon w kieszeni: wracasz wtedy do sprzętu, o którym trzeba świadomie pamiętać.

Punkt trzeci: prąd, zimno i gubienie

Tablica magnetyczna nie ma baterii i się nie psuje. To większa zaleta, niż brzmi, bo pozostałe dwie opcje mają każda swój własny sposób na zostawienie cię na lodzie w najgorszym momencie.

Naprzeciwko stoi obsługa tablicy magnetycznej: markery suchościeralne zasychają, a zaschnięty marker zauważasz dokładnie raz na sezon i zawsze w złym momencie. Magnesy się gubią, a czterema pionkami ustawienia nie wytłumaczysz.

Ważniejsze od psucia się jest zabieranie ze sobą, a tego nie znajdziesz w żadnym opisie produktu. Tablica działa tylko wtedy, kiedy jest. Tablica, która leży w domu na szafce, bo we wtorek pojechałeś do hali prosto z pracy, nie jest tablicą.

Sprawdź więc u siebie jedną rzecz: czy już teraz bierzesz co tydzień do hali coś dodatkowego? Segregator z planem treningu, podkładkę, gwizdek? Wtedy dojdzie do tego tablica i będzie dobrze. Jeśli natomiast wchodzisz do hali z kluczykami, telefonem i kurtką, spora szansa, że po jakichś sześciu tygodniach tablica zostanie w aucie. To nie wada charakteru, tylko po prostu to, jak się dzieje.

Do tego dochodzi to, że w hali tablica łatwo gdzieś zostaje — na ławce, za krzesełkiem sędziego, w szatni. Przy magnetycznej jest to przykre. Przy droższej LCD boli, i to jest powód, żeby powiedzieć to sobie szczerze jeszcze przed zakupem.

Boisko do siatkówki na ekranie telefonu z sześcioma pozycjami, gotowe do naszkicowania sytuacji
Ekran, który i tak masz przy sobie: nigdy nie zostanie w domu — ale w chwili rozpoczęcia przerwy musi już być otwarty.

Punkt czwarty: czy sytuacja zostaje?

To, co narysujesz na tablicy magnetycznej albo LCD, trzy minuty później już nie istnieje. Zwykle jest to dokładnie w porządku — przerwa służy powiedzeniu jednej rzeczy, a nie zakładaniu archiwum. Są jednak dwa momenty, w których tego żałujesz.

Pierwszy to droga powrotna. To, co tłumaczyłeś w hali, u większości zawodników wyparowuje, zanim autobus ruszy. Jeśli możesz pokazać ten obrazek jeszcze raz, nie musisz go rysować od nowa. Drugi to rewanż z tą samą drużyną trzy miesiące później. Co wtedy nie zagrało, pamiętasz w połowie.

Z tablicy magnetycznej albo LCD robisz w tym celu zdjęcie. To działa, tylko że takie zdjęcie ginie wśród tysiąca innych i w marcu nikt go już nie odnajduje. To ten sam problem co przy statystykach na papierze: zapisanie się udaje, odnalezienie nie.

Tablica w aplikacji zapisuje rysunek pod nazwą, którą sam nadajesz, przy drużynie, do której należy. W Koach ten przycisk nazywa się Zapisz tablicę taktyczną; nazwę wpisujesz sam, a przyciskiem Udostępnij jako obraz wrzucasz rysunek na grupę drużyny. Jeśli tworzysz tablicę przy zaplanowanym meczu, na liście widać przy niej, że należy do tego meczu. To jest ta strona, po której ekran wygrywa z płytką, i jedyna taka.

Krótko: tablica, którą się po prostu podnosi, jest szybsza niż ekran, który trzeba odblokować. Ekran jako jedyny pamięta, co narysowałeś. A jeśli wiesz o sobie, że nie będziesz zabierał tablicy co tydzień, przegrywa ona to porównanie, zanim się jeszcze zaczęło.

Pytanie, które przecina węzeł

Zestaw te cztery punkty obok siebie, a nie wyjdzie z tego zwycięzca, tylko kolejność pytań, które warto sobie zadać.

  1. Czy już teraz co tydzień biorę do hali coś dodatkowego? Jeśli tak: kup tablicę magnetyczną. Jest szybka, nigdy się nie psuje, wszyscy mogą na nią patrzeć naraz i kosztuje niewiele. Nie ma dobrego powodu, żeby przykrywać to aplikacją.
  2. Jeśli nie: co w takim razie mam przy sobie zawsze? Telefon. Wtedy tablica w telefonie nie jest najpiękniejszym rozwiązaniem, ale jedynym, które we wtorek wieczorem naprawdę będzie na miejscu.
  3. Czy chcę móc zachowywać i udostępniać wyjaśnione sytuacje? Wtedy ekran wraca do gry, niezależnie od odpowiedzi na pytanie pierwsze. Część trenerów ma jedno i drugie: tablicę magnetyczną na przerwę, aplikację na to, co ma być obejrzane jeszcze raz.

Jest jeszcze różnica, która nie mieści się na żadnej tablicy. Puste boisko zawsze zaczyna się puste: najpierw stawiasz sześć pionków albo je rysujesz, a dopiero potem możesz cokolwiek wyjaśnić. Aplikacja, która zna twój skład, potrafi pokazać ustawienie z tej właśnie chwili — kto stoi teraz na której pozycji i gdzie wszyscy znajdą się po następnej rotacji. To oszczędza sekundy, które inaczej schodzą na rozstawianie. Jak to działa, opisuje aplikacja do ustawień 5-1 i 4-2.

Jedno jest prawdą niezależnie od wyboru: to nie tablica decyduje, czy twoje wyjaśnienie dotrze. Kiedy prosić o przerwę i co z nią potem zrobić, opisują wykorzystywanie przerw oraz coaching przy linii bocznej. Trener z drogą płytką i niejasną opowieścią i tak tej akcji nie wygra.

Częste pytania

Czy mogę używać telefonu jako tablicy taktycznej w trakcie meczu?

Najczęściej tak, ale zależy to od rozgrywek i poziomu. Na wyższych szczeblach obowiązują przepisy o urządzeniach elektronicznych na ławce. Sprawdź to w regulaminie własnych rozgrywek, zanim na tym oprzesz plan, albo zapytaj obsługę zawodów — tablica bez ekranu pod takie przepisy nigdzie nie podpada.

Jaki rozmiar tablicy taktycznej jest wygodny w siatkówce?

Na tyle mała, żeby trzymać ją w jednej ręce, i na tyle duża, żeby siedem osób stojących w półkolu widziało to samo. W praktyce wychodzi z tego mniej więcej format cienkiej książki. Wszystko mniejsze widzi dobrze tylko zawodnik obok ciebie; wszystkiego większego w pewnym momencie przestajesz zabierać.

Czy na tablicy LCD da się zetrzeć jedną linię, czy zawsze wszystko?

W większości modeli przycisk czyści cały ekran za jednym razem. Są droższe wersje z gumką do fragmentu rysunku, ale nie licz na to standardowo. Przy przerwie rzadko jest to problem: i tak prawie zawsze zaczynasz od nowa.

Czy potrzebuję tablicy taktycznej, jeśli trenuję tylko dzieci i młodzież?

U zawodników mniej więcej do dwunastego roku życia tablica daje często mniej niż wskazanie palcem miejsca na parkiecie, w którym ktoś ma stanąć. Przełożenie obrazka na halę to dla młodych zawodników dodatkowy krok. Od jakichś trzynastu, czternastu lat tablica staje się użyteczna i pomaga przede wszystkim przy ustaleniach, które dotyczą miejsc na boisku.

Wypróbuj sam w Koach

Mniej administracji, więcej trenowania.

Zacznij z Koach