Ewidencja dyżurów w klubie sportowym: kto odrobił swoje dyżury? | Koach Volleyball
Wypróbuj 14 dni za darmo
Baza wiedzy · Narzędzia i organizacja

Ewidencja dyżurów w klubie sportowym: kto odrobił swoje dyżury?

Prawie każdy klub, który nakłada na członków obowiązek dyżurów, prowadzi je w arkuszu kalkulacyjnym. Idzie dobrze do pierwszej różnicy zdań: członek twierdzi, że w zeszłym sezonie tam jednak był, kratka twierdzi, że nie, i nikt już nie odtworzy, kto tę kratkę zmienił. Od tej rozmowy lista przestaje być ewidencją, a staje się opinią. Ten tekst pokazuje, jak przenieść to liczenie do Koach.

Czas czytania: 7 min

Lista, której nikt już nie ufa

Problem arkusza nie leży w liczeniu. Dodawać potrafi każdy. Leży w trzech rzeczach, których zakładka nie przechowuje: skąd wzięła się dana liczba, co się od wczoraj zmieniło i kto tę zmianę wprowadził. Dopóki nikt nie ma o nic pretensji, w ogóle to nie rzuca się w oczy. Gdy tylko od wyniku coś zależy — a w większości klubów zależy — to jest dokładnie to pytanie, na które musisz umieć odpowiedzieć, często wiele miesięcy później i przy zainteresowanym.

W Koach siedzi to w środowisku klubowym, wśród części dostępnych wyłącznie dla administratorów klubu: moduł Dyżury, między Podziałem na drużyny a Dniem meczowym. Kto w ogóle ma tam wstęp, ustalasz rolami administracyjnymi swojego klubu — zobacz zarządzanie klubem siatkarskim.

Jednej rzeczy Koach za ciebie nie zrobi: nie ustali zasad. Aplikacja liczy; co ma być liczone i co się dzieje, gdy ktoś zalega, decyduje klub sam — to regulamin, który spisujesz najpierw, z tą samą starannością, z jaką ustalacie składki członkowskie. Bez tych ustaleń licznik jest tylko liczbą, o której każdy ma inne zdanie.

Włączanie: bez zgody klubu nie ma żadnej ewidencji

Ewidencja dyżurów jest domyślnie wyłączona. Jeśli otworzysz ten moduł w klubie, który nic z tym jeszcze nie robi, zobaczysz jeden ekran: Dyżury są wyłączone, a pod spodem przycisk Włącz dyżury. Jedno kliknięcie i działa.

To świadomy wybór, a nie formalność. Klub, który nie nakłada obowiązku dyżurów, nie powinien też dostawać jego administracji — żadnej pustej listy z zerami przy każdym nazwisku, żadnej karty na pulpicie członków, którzy niczego nie muszą spełniać, i żadnych nocnych księgowań dyżurów, które nigdy nie były pomyślane jako obowiązek. Dopiero po naciśnięciu tego przycisku Koach zaczyna liczyć.

Od tej chwili każdej nocy dzieje się to samo. Koach przechodzi wszystkie dyżury, które już się odbyły, a nie zostały jeszcze zaksięgowane, i wpisuje je do rejestru. Kto był przydzielony i się nie wypisał, dostaje wpis; kto porządnie się wypisał, też dostaje wpis, ale bez wartości. Jeśli mecz, przy którym wisiał dyżur, się nie odbył, również powstaje wpis, z wartością zero i bez zarzutu. A zapis na dyżur, który powstał dopiero po jego dacie, nie liczy się jako wykonanie — inaczej ten, kto zalega, zapisuje się dziś wieczorem na trzy zeszłomiesięczne dyżury i rano ma zerową zaległość.

Przez dyżur rozumiemy tutaj każde obowiązkowe zadanie wokół meczów: sędziowanie, prowadzenie protokołu, opiekę nad halą albo wieczór za ladą w klubowym bufecie. Skąd te dyżury się biorą, to inna historia — o ich planowaniu i rozdzielaniu jest tekst planowanie dyżurów dla całego klubu. Ewidencja nie rusza grafiku. Ona tylko odczytuje, co z niego wyszło.

Kalendarz w aplikacji Koach z nadchodzącymi treningami i meczem, a pod spodem wydarzeniami, które już się odbyły
Co się odbyło, zostaje zaksięgowane następnej nocy. Kalendarz jest źródłem; rejestr jest tym, co z niego zostaje.

Stan: kto zalega najbardziej, ten stoi na górze

Moduł ma dwie zakładki. Pierwsza nazywa się Stan i to po nią przychodzisz: każdy członek jedna linijka, z nazwiskiem, drużyną, a po prawej liczba odrobionych dyżurów, ukośnik i norma, która go obowiązuje. Jeśli ktoś jest zwolniony, widnieje tam słowo Zwolniony zamiast liczby.

Najważniejsza w tym ekranie jest kolejność. Nie sortuje po nazwisku ani po drużynie, tylko po zaległości: kto zalega najbardziej, jest na górze, a kto ma spory zapas, sam zjeżdża na dół. Zarząd, który spędzi w tym ekranie pięć minut, nie musi więc niczego szukać. Pod listą jest jedna linijka z podsumowaniem klubu: ilu członków zalega i ile dyżurów łącznie zostało odrobionych.

Dwie rzeczy, których na takiej liście nie widać, a które w niej siedzą. Po pierwsze, jedna osoba jest naprawdę liczona jako jedna osoba. Ktoś może trafić do tego systemu dwiema drogami — jako konto i jako zawodnik w drużynie — i bez scalenia zbierałby swoje dyżury na dwóch kupkach, zalegając na obu. Same luźne nazwiska nigdy natomiast nie są scalane z kontem: podobieństwo nazwisk to nie tożsamość, a dwie osoby, które przypadkiem nazywają się tak samo, nie mogą dziedziczyć po sobie ewidencji.

Po drugie, ktoś spoza klubu na tej liście nie stoi. Sędzia z zewnątrz, rodzic z drużyny przeciwnej prowadzący protokół: ich nazwiska owszem, wiszą przy dyżurze, ale nie są członkami i nie mają obowiązku dyżurów. Zamiast pustej normy przy nazwisku lista po prostu ich pomija. Odrobione przez nich dyżury liczą się natomiast do podsumowania klubu na dole, bo ta praca została wykonana.

Niepotwierdzony to nie to samo co nieodrobiony

Druga zakładka nazywa się Odhaczanie, z liczbą otwartych pozycji obok. Są tam dyżury z ostatniego czasu, których nikt jeszcze nie potwierdził: nazwisko, data i opis dyżuru. Jeśli nie ma nic do roboty, widnieje tam „Nie ma nic do odhaczenia” z informacją, że dyżury pojawiają się tu dzień po tym, jak się odbyły.

Ta druga zakładka istnieje dlatego, że jest tu różnica, która w arkuszu znika. Koach nie rejestruje obecności. Jeśli ktoś był przydzielony i się nie wypisał, aplikacja wie zatem tylko tyle, że był przydzielony — a nie czy tego wieczoru rzeczywiście przyszedł. To założenie nie jest zamiatane pod dywan, tylko odkładane osobno: taki wpis nazywa się „jeszcze niepotwierdzony”, a w Stanie widzisz przy nazwisku członka, ile jego dyżurów wpada do tej kategorii.

Domyślnie te niepotwierdzone dyżury liczą się normalnie i jest to zamierzone: bezczynność nie jest karalna. Administrator, który tygodniami nie ma do tego głowy, nie powinien tym samym wpędzać połowy klubu w zaległość. Kto wie na pewno, że ktoś tam był — albo właśnie nie był — odhacza wpis, i wtedy przesuwa się on z „przyjętego” do „ustalonego przez człowieka”.

Dwa przyciski i celowo żadnego trzeciego

Za każdym wpisem w zakładce Odhaczanie są dokładnie dwa przyciski: ptaszek dla Odrobiony i krzyżyk dla Nieodrobiony. To cała obsługa.

Pokusa, żeby dorzucić trzeci, jest duża. „Częściowo odrobiony”, „nie wiadomo”, „zdecyduję później”: wszystkie brzmią rozsądnie. Ale to ekran, przez który ktoś przechodzi we wtorkowy wieczór z listą pięćdziesięciu pozycji. Im więcej decyzji na pozycję, tym dłużej trwa ten wieczór i tym większa szansa, że administrator odpuści w połowie. Przy liście odhaczonej do połowy stan nie zgadza się już u nikogo — także u ludzi, którzy grzecznie odrobili swoje dyżury. Dwa przyciski znaczą: przejdziesz przez to.

Jedno ograniczenie jednak jest. Dyżuru, który dopiero ma się odbyć, nie odhaczysz ani jako odrobionego, ani jako nieodrobionego. Jedno i drugie jest obserwacją, a obserwacja dotycząca przyszłego miesiąca nie istnieje. Wypisanie się i odwołanie wolno natomiast robić z wyprzedzeniem, bo one z definicji dzieją się przed dyżurem.

Krótko: odhaczaj w krótkich, dziesięciominutowych rundach, na przykład w każdy poniedziałek. Kto czeka do walnego zebrania, siada do trzystu pozycji, z których większości już nie pamięta — a wtedy odhaczanie staje się zgadywanką.

Korekta to nowy wpis, a nie gumka

Tu leży prawdziwa różnica względem arkusza. W rejestrze dyżurów nie da się niczego wyrzucić. Nie ma przycisku usuwania, nawet „tylko na chwilę, żeby poprawić”, i nie jest to przeoczenie, tylko założenie.

Korygujesz więc przez ponowne odhaczenie. Przy każdym potwierdzeniu Koach dopisuje wpis, a ten wpis zawiera datę, starą wartość, nową wartość i nazwisko administratora, który to zrobił — w stylu odrobiony (1) na anulowany (0), przez Marikę. Jeśli dopisałeś do tego komentarz, on też tam jest. Najnowszy wpis stoi na górze; gdyby pole kiedyś się zapełniło, wypada najstarszy, a nigdy najnowszy.

Brzmi to na zawracanie głowy do pierwszego razu, kiedy o coś naprawdę idzie. Na walnym zebraniu pytanie rzadko brzmi „ile tam stoi”; pytanie brzmi „dlaczego tam to stoi, od kiedy i kto tak postanowił”. Ewidencja, w której poprzednia wartość pozostaje czytelna, odpowiada na to sama. Arkusz, w którym ktoś zmienił jedynkę na zero, potrafi powiedzieć tylko tyle: teraz stoi tu zero.

Taka notatka zostaje przy tym w zarządzie. To, co administrator dopisze, nigdy nie trafia do członka — to ta strona ewidencji, z którą obchodzisz się starannie, tak samo jak z resztą danych członkowskich. Sam członek widzi wyłącznie własny stan, i stan swoich dzieci, na własnym pulpicie; co zrobili albo czego zaniedbali inni członkowie, nie widzi nikt poza zarządem.

Czego jeszcze nie ma

Uczciwie: ten moduł nie jest jeszcze skończony i widać to od razu. Cała matematyka jest na miejscu — normy dla klubu, dla drużyny, dla rodziny albo dla pojedynczej osoby, zwolnienia z mnożnikiem, własne rodzaje dyżuru z własną wagą — ale nie ma jeszcze ekranu, w którym się to wpisuje. Jest więc przycisk włączający dyżury, a nie ma przycisku pozwalającego powiedzieć, że obowiązek w tym sezonie wynosi trzy dyżury.

Ma to dwa widoczne skutki. Dopóki nie ma normy, prawa strona każdej linijki stoi na zerze i z definicji nikt nie zalega: widzisz wtedy, kto ile odrobił, ale nie widzisz, czy to wystarczy. A zakładka Odhaczanie na razie pozostaje pusta. Pojedyncze wpisy rejestru nie są jeszcze pobierane do ekranu klubowego, więc do tego czasu stoi tam „Nie ma nic do odhaczenia” — dwa przyciski są gotowe, tylko nie ma jeszcze w co kliknąć. Rejestr tymczasem normalnie się zapełnia: każdy dyżur, który się odbył, zostaje zaksięgowany z datą i osobą. To jest ta droga połowa takiej ewidencji — sezonu, którego nikt nie prowadził, nie da się później odtworzyć, więc ta część jest już zapisywana.

Do tego czasu rada jest spokojna: włącz dyżury, gdy tylko twój klub z nimi pracuje, żeby liczenie ruszyło, a normę potrzymaj jeszcze chwilę u siebie. To, co przez te miesiące zbudujesz, jest dokładnie tym, czego arkusz nigdy nie potrafił dać — listą, o której da się potem powiedzieć, jak powstała.

Częste pytania

Przez pomyłkę ustawiłem komuś dyżur na nieodrobiony. Da się to cofnąć?

Tak, ale nie przez wyrzucenie wpisu: takiego przycisku nie ma. Po prostu odhaczasz ten dyżur jeszcze raz z właściwym wynikiem i stan od razu znowu się zgadza. Różnica względem arkusza polega na tym, że poprzednia wartość zostaje czytelna, z datą i twoim nazwiskiem. Naprawienie błędu jest więc zawsze możliwe, sprawienie, by błąd zniknął — nie.

Czy członek widzi, że ustawiłem mu dyżur na nieodrobiony?

Członek widzi na własnym pulpicie własny stan, i stan swoich dzieci — więc korektę widać tam w liczbie. Komentarz, który przy tym wpisujesz, zostaje w zarządzie i nigdy nie trafia na stronę członka. Co odrobili albo czego nie odrobili inni członkowie, nie widzi nikt poza administratorami.

Czy ktoś może podrasować swój stan, zapisując się na dyżur po fakcie?

Nie. Zapis powstały dopiero po dacie dyżuru nie liczy się jako odrobiony dyżur — księguje się go z wartością zero. W drugą stronę też się nie da: zapis można wycofać tylko dopóki dyżur się jeszcze nie odbył, więc nie wymażesz się z opuszczonego dyżuru po fakcie.

Jeśli usunę dyżur z kalendarza, to stracę informację, kto go odrobił?

Nie. Zanim dyżur zniknie, najpierw zostaje zapisane, kto był na niego przydzielony. Jeśli ten zapis się nie uda, dyżur też nie zostanie usunięty i dostajesz komunikat, żeby spróbować za chwilę. Przeszłość nigdy nie odchodzi po cichu razem z porządkami.

Wypróbuj sam w Koach

Mniej administracji, więcej trenowania.

Zacznij z Koach