Trudni rodzice na meczach dzieci: co robisz w trakcie meczu
Ojciec, który z trybun trenuje razem z tobą, kiedy ty prowadzisz drużynę. Rodzic, który wyżywa się na początkującym sędzi. Matka, która zaraz po ostatniej piłce zaczyna temat czasu gry. Trudni rodzice na meczach dzieci to ta część trenerskiej pracy, do której nikt cię nie przygotowuje, i rzadko wystarcza jedna dobra rozmowa. Ten tekst dotyczy samego momentu: co robisz w trakcie meczu, co zostawiasz na spokojniejszy moment i gdzie leży granica między twoim zadaniem a zadaniem klubu.
Trudni rodzice na meczach dzieci: cztery typy i o co naprawdę pytają
Pomaga zacząć od tego, co widzisz, a nie od tego, co o tym myślisz. Prawie całe zamieszanie przy linii mieści się w czterech rodzajach, a za każdym z nich stoi pytanie, którego rodzic nie zadaje.
- Współtrener. Wykrzykuje wskazówki przez boisko, podczas gdy ty też je dajesz. Pod spodem rzadko jest nieufność; zwykle to bezsilność. Widzi, że jego dziecko się waha, i nie może do niego dotrzeć. Pierwszy ruch: zadbaj o to, żeby zawodnik słyszał twój głos, a nie o to, żeby rodzic przestał.
- Rodzic od sędziego. Komentuje każdą decyzję, tym głośniej, im bardziej jest nerwowo. Pod spodem: ktoś musi stanąć w obronie mojego dziecka. Pierwszy ruch: ty się nie przyłączasz i chronisz sędziego — w meczach młodzieżowych to często ktoś początkujący albo wolontariusz.
- Rodzic od czasu gry. Zaczyna o minutach, często tuż po ostatnim punkcie. Prawdziwe pytanie prawie nigdy nie jest rachunkowe: czy ty w ogóle widzisz moje dziecko i czy ma ono tu przyszłość? Pierwszy ruch: uznaj pytanie, ale nie tam i nie wtedy.
- Naciskający. Skupia się głównie na własnym dziecku, z krytyką po każdym błędzie. To najtrudniejszy z czterech, bo rachunek płaci zawodnik, a nie ty. Pierwszy ruch: patrzysz na dziecko, a nie na rodzica — to, jak dziecko siedzi na ławce, jest sygnałem, który się liczy.
Ważne: żaden z tych czterech nie jest z definicji złym człowiekiem i żadnego nie rozwiążesz w trakcie akcji. Ustalenia, które już przed sezonem częściowo usuwają takie zachowania — i to, jak ustalić je z grupą — opisuje tekst ustalenia z rodzicami przy linii bocznej. Poniżej chodzi o mecz, w którym tych ustaleń jeszcze nie ma albo nie działają. Jeśli w tej drużynie trenujesz też własne dziecko, dochodzi do tego coś, czego przy innych rodzicach nie masz; opisuje to tekst trenowanie własnego dziecka.
Rodzic, który trenuje z trybun: co robisz w trakcie akcji
W trakcie akcji tego nie rozwiążesz. Każda sekunda poświęcona trybunom to sekunda, w której nie prowadzisz własnej drużyny — a to dokładnie ten problem, który chciałeś rozwiązać.
Działa za to dostarczenie zawodnikowi twojego głosu. Zawodnik, który dostaje dwie instrukcje naraz, nie wykonuje żadnej; zamiera. Daj więc krótką, konkretną wskazówkę w chwili, gdy rodzic też coś woła — wystarczy jedno słowo. Patrz na zawodnika, a nie na trybuny. W ten sposób nadpisujesz instrukcję, a nikogo nie trzeba poprawiać.
W najbliższej przerwie w grze mówisz to zawodnikowi, a nie rodzicowi: „Słuchasz mnie, nawet jeśli ktoś woła coś innego”. To zdejmuje z niego wybór, a to połowa ciężaru.
Rozmowę z samym rodzicem prowadzisz dopiero wtedy, gdy sytuacja się powtarza, i to krótko, uprzejmie i tak, żeby drużyna nie słyszała. Zwykle wystarczy jedno zdanie: prowadzisz drużynę z boku, żeby zawodnicy musieli słuchać tylko jednego głosu. Nie rób tego w przerwie nerwowego meczu i nie plecami do boiska, bo wtedy masz dwa problemy naraz.
Rodzic, który wyżywa się na początkującym sędzi
Tu granica leży inaczej niż przy pozostałych trzech i możesz to tak traktować. W meczach młodzieżowych często sędziuje ktoś, kto dopiero się uczy, albo wolontariusz, który robi to, bo inaczej nikt by tego nie zrobił. Ochrona takiego sędziego to nie kwestia sportowej postawy, tylko część twojego zadania: początkujący sędzia, którego tak się przyjmuje, łatwo rezygnuje, a wtedy za chwilę nie będzie komu sędziować twoich meczów.
Trzy rzeczy, w tej kolejności:
- Sam się nie przyłączaj. Żadnego westchnienia, gestu ręką, porozumiewawczego spojrzenia w stronę trybun. Jedna reakcja trenera zamienia narzekanie w chór.
- Powiedz na głos coś neutralnego, co usłyszy cała ławka: „Gramy dalej”. Do nikogo się nie zwracasz, a jednak ustawiasz normę. Często to wystarczy.
- Jeśli to trwa, mówisz to raz bezpośrednio, w przerwie w grze, spokojnie i jednym zdaniem: on dopiero się uczy, a to nikomu nie pomaga. Nie dyskutuj o samej decyzji — w ten sposób przyznajesz rodzicowi rację, że to decyzja jest tematem.
Po meczu robisz jeszcze dwie rzeczy: dziękujesz sędziemu tak, żeby twoi zawodnicy to widzieli, i zgłaszasz osobie w klubie, która zajmuje się sędziami, że coś takiego się wydarzyło. Nie jako skargę na rodzica, tylko dlatego, że to klub musi o tym wiedzieć.
Rodzic, który zaraz po meczu zaczyna temat czasu gry
To moment, w którym łatwo powiedzieć coś, czego będziesz żałować przez cały następny tydzień. Jesteś wyczerpany, drużyna stoi obok, a następna drużyna chce wejść na boisko. Nie ma gorszego miejsca na tę rozmowę, i właśnie dlatego odbywa się ona tam.
Twoim celem w tej minucie nie jest więc wyjaśnianie, tylko przeniesienie rozmowy: uznajesz, że pytanie jest ważne, mówisz, że tu się nie da, i podajesz moment, w którym zadzwonisz. Jak powiedzieć to w trzech zdaniach, żeby nie zabrzmiało jak spławianie, opisuje tekst trzy zdania przy linii, gdy rodzic jest zły. Specyficzne dla pytania o czas gry jest to, czego w tej minucie z nim nie robisz:
- Żadnych liczb z pamięci. W tej chwili nie wiesz dokładnie, ile to dziecko grało w ostatnich tygodniach, a liczba, która potem okaże się niezgodna, będzie cię prześladować do końca sezonu.
- Żadnych obietnic. „W przyszłym tygodniu zaczyna w składzie” łatwo powiedzieć pod presją, a w dniu meczu zależy to od kontuzji, frekwencji i wyniku.
- Żadnej oceny poziomu dziecka na hali, na której to dziecko stoi obok, i nic o innym zawodniku.
Potem spójrz na dziecko, a nie na rodzica. Zawodnik, który przed chwilą widział, jak jego tata albo mama podchodzi do trenera, często nosi w sobie więcej niż sam mecz. Wystarczy jedno zwykłe zdanie o jego grze. W późniejszej rozmowie możesz za to wyjaśnić, jak dzielisz czas gry i na czym opiera się to kryterium; zasady, które za tym stoją, opisuje tekst sprawiedliwy podział czasu gry.
Co zostawiasz na spokojniejszy moment (i dlaczego nigdy nie wyjaśniasz tego na hali)
Na hali usłyszałeś tylko jedną stronę historii, a to, co tam powiesz, inni będą powtarzać. Dlatego tego samego wieczoru zrób jedną rzecz, i nic więcej: zapisz trzy linijki. Co się stało, co powiedziałeś i jakiego dnia. Rzeczowo, bez ocen i tak krótko, żebyś wytrwał. Daje ci to dwie rzeczy: w przyszłym tygodniu nie musisz polegać na pamięci, a jeśli sprawa trafi do klubu, masz coś więcej niż wrażenie.
Sama rozmowa — kiedy dzwonisz, jak ją zaczynasz, jak długo trwa, co robisz, gdy ktoś nadal jest zły, i kiedy przestajesz się bronić — to osobna umiejętność i jest w pełni opisana w tym samym artykule o rozmowie ze złym rodzicem. Przygotuj tę rozmowę z trzema linijkami obok.
Kiedy to przestaje być problemem przy linii
Jest granica i dobrze wyznaczyć ją sobie przed sezonem, a nie w danej chwili. Przy linii są cztery sytuacje, których jako trener nie rozwiązujesz już w trakcie meczu:
- Krzyczenie na dzieci — własne albo cudze.
- Uwagi o cudzym dziecku, w jakiejkolwiek formie.
- Chodzenie za sędzią albo szukanie go po meczu.
- To samo zachowanie ponownie, po tym jak raz wyraźnie postawiłeś granicę.
Jeśli dzieje się to w trakcie meczu, twoje miejsce jest przy drużynie. Jeśli na hali jest ktoś z klubu — członek zarządu, inny trener, osoba, która zarządza halą — poproś go, żeby porozmawiał z rodzicem, żebyś nie musiał między akcjami stać plecami do boiska.
Potem to już nie jest problem przy linii, tylko sprawa klubu. Trener wolontariusz nie powinien sam decydować o tym, czy rodzic może przychodzić na mecze. Kiedy klub przejmuje sprawę i jak przekazać ją otwarcie, opisuje ostatnia część artykułu o rozmowie ze złym rodzicem.
W trakcie meczu prowadzisz boisko, a nie trybuny. Wszystko, co w trakcie meczu mówisz do rodzica, mówisz przy drużynie jako widowni. Ogranicz się do jednego zdania w przerwie w grze, a resztę zostaw na moment, w którym żadne dzieci nie słuchają.
Co Koach tu dla ciebie robi, a czego nie
To problem z zachowaniem, a nie z aplikacją, więc uczciwa lista jest krótka. Aplikacja może za to usunąć część powodów do nieporozumień i ułatwić ci jedną rozmowę.
Przy zawodniku możesz zaprosić rodzica i utworzyć mu własne konto rodzica, powiązane z jego dzieckiem. Taki rodzic widzi pulpit i terminarz z treningami, meczami i dyżurami, a przy grafiku dojazdów swój własny przejazd. Nie widzi statystyk, obecności ani zadań domowych — to zostaje sprawą trenera i zawodnika. Jak to ustawić, opisuje tekst rodzice w aplikacji drużynowej, a co dokładnie widzi rodzic — Koach dla rodziców. Ogłoszenia, ankiety i zadania umieszczasz na tablicy drużyny, gdzie zadanie wisi, dopóki ktoś go nie weźmie. Czego nie ma: czatu. Dyskusji o czasie gry nie prowadzisz więc w aplikacji, i dobrze.
Druga rzecz jest bardziej konkretna. Czas gry w sezonie jest na twoim pulpicie trenera, przy każdym zawodniku. To zmienia rozmowę o czasie gry z wymiany wrażeń w rozmowę o liczbach, które możesz położyć na stole — i chroni cię też przed własną pamięcią, która w takiej rozmowie zawsze stoi po twojej stronie. Te liczby są dla trenera: rodzic nie widzi ich na swoim koncie.
Jeśli chcesz zabrać te dwie rzeczy sprzed linii bocznej: umieść terminarz i grafik dojazdów w jednym miejscu, zaproś rodziców z drużyny, dając im własne konta, i śledź czas gry w sezonie. Koach możesz wypróbować za darmo przez 14 dni.
Częste pytania
Jak jako trener radzić sobie z trudnymi rodzicami?
Oddziel moment od rozmowy. W trakcie meczu rób jak najmniej: zadbaj, żeby zawodnicy słyszeli twój głos, i nie daj się wciągnąć w komentarze na temat sędziego. Rozmowę merytoryczną prowadzisz później, w umówionym momencie, a nie na hali. Tego samego wieczoru zapisz trzy rzeczowe linijki o tym, co się wydarzyło, żeby wejść w tę rozmowę z czymś więcej niż wspomnienie.
Co zrobić z rodzicem, który skarży się na czas gry swojego dziecka?
Nie podejmuj rozmowy w tej chwili. Uznaj pytanie, powiedz, dlaczego tu się nie da, i podaj konkretny moment, w którym zadzwonisz. Nie podawaj liczb z pamięci, nie składaj obietnic dotyczących czasu gry i nie mów o innym zawodniku. W samej rozmowie jesteś silniejszy, gdy potrafisz wyjaśnić swoje kryterium czasu gry i masz przy sobie liczby.
Kiedy rodzic jest zaangażowany, a kiedy to już za dużo?
Patrz na zachowanie, a nie na osobę. Doping, dowożenie, pranie strojów i przeżywanie meczu to zaangażowanie, nawet gdy jest głośne. Za dużo robi się, gdy tylko chodzi o cudze dziecko, gdy celem staje się sędzia albo gdy twoi zawodnicy w trakcie akcji słyszą dwa głosy naraz. Najwyraźniejszym sygnałem jest sam zawodnik: dziecko, które po każdym błędzie najpierw patrzy na trybuny, a dopiero potem na boisko, gra dla kogoś innego niż dla drużyny.
Czy mogę poprosić rodzica, żeby nie przychodził już na mecze?
To prawie nigdy nie jest decyzja samego trenera. Możesz nazwać zachowanie i postawić granicę, ale wstęp na halę to decyzja klubu. Zgłoś to więc koordynatorowi ds. młodzieży albo zarządowi, razem ze swoimi notatkami, i niech klub przejmie sprawę. To chroni ciebie, a do tego taki środek jest trwalszy, niż gdyby podjął go w pojedynkę jeden wolontariusz.
Czy powinienem rozmawiać o tym z drużyną?
Z drużyną jako całością zwykle nie: robisz wtedy sprawę z czegoś, co większości zawodników nie przeszkadzało. Z zawodnikiem, którego to dotyczy, tak, i krótko. Wystarczy jedno zdanie: słucha ciebie, nawet jeśli ktoś woła coś innego. W ten sposób zdejmujesz z niego wybór, a to właśnie z tym zawodnik zmaga się w takiej chwili.
Wypróbuj sam w Koach
Mniej administracji, więcej trenowania.
Zacznij z KoachAlbo najpierw sprawdź, co potrafi aplikacja do siatkówki dla trenerów.


