O trzech przyciskach przy każdym zawodniku, procencie, który sam sobie przeczył, i pytaniu, które wieczory trafiają pod kreskę.
Frekwencja na treningu siatkówki to w Koachu trzy przyciski przy każdym zawodniku: obecny, spóźniony, nieobecny. Listę wypełnia się w dziesięć sekund. A mimo to ten sam zawodnik miał 33 procent na ekranie startowym i 50 procent na własnym profilu, choć oba ekrany obiecują, że pokazują to samo. Różnica nie siedziała nad kreską, tylko pod nią.
Rozmowa o tym, co dokładnie wchodzi do procentu frekwencji: dlaczego spóźnienie liczy się jako obecność, dlaczego odwołany wieczór nie liczy się wcale i co dzieje się z treningiem, na który zawodnik w ogóle nie odpowiedział.
„Bo wygląda prosto i naprawdę taka jest — dopóki nie zrobisz z tego procentu. Odhaczenie zawodnika trwa pół sekundy. Przed treningiem przechodzę z telefonem wzdłuż boiska, dotykam nazwisk i gotowe. Ta część nigdy nie przyprawiała mnie o ból głowy.
„Ból głowy zaczął się wtedy, gdy te same dotknięcia zamieniły się w liczbę w trzech innych miejscach aplikacji. Pasek na ekranie startowym, kafelek na profilu zawodnika, kolumna w eksporcie. Nagle musisz umieć bez wykrętów powiedzieć, co w tej liczbie jest, a czego nie ma.”
„Bo »nie było go« i »spóźnił się« to dwie różne rozmowy. Ptaszek to obecny, wykrzyknik to spóźniony, krzyżyk to nieobecny. Więcej stanów świadomie nie zrobiłem, bo wszystko, co sobie wymyślisz, musisz później umieć komuś wytłumaczyć.
„Od tej wiosny pod nagłówkiem jest dosłownie napisane, co znaczą przyciski: dotknięcie to obecny, wykrzyknik to spóźniony, krzyżyk to nieobecny. Ta linijka nie jest ozdobą. Na moim własnym szkicu przy wykrzykniku stało »kontuzja«, a w aplikacji oznacza on »spóźniony«. Skoro sam to mylę, to inny trener po prostu zgaduje.”
„Wszędzie, tak. Pytanie, na które odpowiada procent frekwencji, brzmi: czy on tego wieczoru trenował? Ktoś, kto wchodzi za piętnaście ósma, trenował. Gdybym zapisał go jako nieobecnego, nie umiałbym już wytłumaczyć mu jego procentu, a jego rodzicom tym bardziej.
„Ta informacja nie ginie, po prostu mieszka gdzie indziej. Na ekranie startowym jest osobny blok »Często się spóźnia« i on liczy dokładnie ten stan: ile razy na ilu treningach, z procentem obok. Dzięki temu frekwencja mówi o byciu na sali, a drugi blok o punktualności. Dwa pytania, dwie liczby.”
„Pod kreską. Nad kreską jest łatwo: to liczba razy, kiedy byłeś. Ale przez co dzielisz? Które wieczory należą do tego mianownika? Tam pomyliłem się trzy razy i wszystkie trzy błędy były dobrze schowane, bo każdy ekran z osobna wyglądał całkiem sensownie.”
„Liczyła się przyszłość. Zawodnik może jednym dotknięciem zapisać się na wszystkie nadchodzące treningi — wygodne, bo nie musi odpowiadać co tydzień. Tyle że te zapisy miały stan »obecny« i na jego profilu spokojnie się liczyły.
„Licznik pokazywał więc 18 z 20, choć odbyło się dopiero osiem treningów. A najdziwniejsze: na tym samym profilu stała obecność 60 procent obok frekwencji 95 procent, bo jeden blok kończył się na dzisiaj, a drugi nie. Dwie liczby na jednym ekranie i żadna prawdziwa.”
„Odwołane treningi. Kiedy hala jest zamknięta albo nie ma trenera, oznaczam wieczór jako odwołany. To nie może nikomu zbijać frekwencji, bo nie było czego opuścić. Ekran startowy ładnie odsiewał takie wieczory. Profil zawodnika już nie.
„Więc ten sam zawodnik w tej samej chwili miał 67 procent na ekranie startowym i 50 procent na własnej stronie. Kiedy ojciec mnie o to zapyta, nie mam żadnej historii. Trudno powiedzieć: to niech pan spojrzy na ten drugi ekran.”
„Wieczór, w którym zawodnik nie zaznaczył zupełnie nic. Na jego profilu ten trening wypadał z mianownika, bo aplikacja patrzyła tam tylko na treningi z jakimkolwiek wpisem przy jego nazwisku. Na ekranie startowym ten sam wieczór liczył się jak najbardziej, jako nieobecność, bo tamten blok przechodzi przez wszystkie odbyte treningi.
„Stąd brały się 33 kontra 50. Ten sam zawodnik, ten sam tydzień, ta sama aplikacja. Jeden ekran karał go za milczenie, drugi za to samo nagradzał.”
„Ekran startowy. Trening, który się odbył, a przy twoim nazwisku nikt nic nie wpisał, nie jest obecnością. Albo cię nie było, albo nikt nie wie, czy byłeś — dla procentu wychodzi na to samo. Ten wieczór należy więc do mianownika, a nie do licznika.
„To stało się moim sprawdzianem: czy umiem to wytłumaczyć rodzicowi bez wykrętów? Nie »aplikacja coś kręci«, tylko po prostu: taka jest zasada, oto te wieczory, proszę je przeliczyć. W chwili, gdy potrzebujesz zastrzeżenia, liczba jest do niczego.”
„Brzmi surowo, ale alternatywa jest gorsza. Jeśli wieczór bez odpowiedzi po cichu wypada z mianownika, to zawodnik, który nigdy nic nie zaznacza, sam z siebie dostaje najwyższy procent w drużynie. Dokładnie odwrotnie, niż byś chciał.
„I da się to naprawić tego samego wieczoru. Zapis to odpowiedź zawodnika z wyprzedzeniem, a lista obecności to coś, co trener dotyka na sali. Przechodzę tę listę w trakcie rozgrzewki i wszystko się zgadza. Potem nikt już nie rozmawia o procentach.”
„Jednorazowi goście. Jeśli ktoś z innej drużyny trenuje z nami przez wieczór, bo jest nas ośmiu, dopisuję go, ale nie liczy się nigdzie: ani do frekwencji, ani do statystyk. Pojawia się tylko w podsumowaniu tego jednego wieczoru, żebym wiedział, kto był. Kto trenuje z nami na stałe, trafia do zespołu — i wtedy liczy się wszędzie.
„A zawodnicy, którzy skończyli, nie siedzą już w mianowniku drużyny. Zespół z trzema takimi nazwiskami na liście widział swoją frekwencję trwale zaniżoną, choć tych trzech nigdzie już nie oczekiwano. Takie rzeczy odkrywasz dopiero, gdy raz rozbijesz sobie o nie nos.”
„To, że mogę przeprowadzić rozmowę bez blefowania. Obok procentu stoi średnie zaangażowanie i dopiero razem te dwie liczby coś mówią. Być zawsze, ale się wlec, to inna rozmowa niż przychodzić co drugi raz i dawać z siebie wszystko.
„A poza tym przede wszystkim spokój. Nigdy więcej nie muszę kłaść obok siebie dwóch ekranów i zastanawiać się, w którą liczbę mam wierzyć.”
Odhaczasz zawodników na liście, a resztę wylicza Koach: frekwencję każdego zawodnika, średnie zaangażowanie i blok dla tych, którzy często się spóźniają. Można przetestować za darmo.
Wypróbuj Koacha za darmo