Trener siatkówki Dennis Boekhout o granicy między tym, co widzisz, a tym, co mierzysz, i o tym, co wygrywa, gdy jedno przeczy drugiemu.
Każdy trener wychodzi z hali z jakimś wrażeniem: ten zawodnik miał słaby wieczór, ta rotacja nie działała, w drugim secie nas nie było. Następnego ranka aplikacja pokazuje coś, co nie zawsze do tego pasuje. Intuicja czy statystyki w siatkówce to więc nie decyzja podejmowana raz, tylko pytanie, które wraca co tydzień, zwykle w poniedziałek.
Dennis Boekhout prowadzi zespół młodzieżowy i zbudował Koacha. W tej rozmowie opowiada o sytuacjach, w których musiał zmienić własną ocenę, o tych, w których liczby miały rację, ale nic z tego nie wynikało, i o regule, którą dziś stosuje.
„Częściej trafne niż nie, tak myślę. Ale nie na tyle często, żeby polegać na nim w ciemno. Problem polega na tym, że moja głowa nie liczy, tylko zapamiętuje. A zapamiętuje przede wszystkim ostatni kwadrans i wszystko, co poszło głośno nie tak. Błąd w zagrywce przy stanie 22:22 siedzi mi w głowie dwa dni. Dwadzieścia akcji, które po prostu się udały, znika.”
„Jeden z moich przyjmujących miał, moim zdaniem, fatalny wieczór. Dwie piłki wbił w siatkę dokładnie na moich oczach, spóźniał się pod piłkę, a ja w głowie już go zmieniłem. Następnego dnia otworzyłem w aplikacji blok z wynikami zawodników i proszę: siedemnaście punktów. Szesnaście w ataku. Czwarty na liście.
„To, co miałem dobrze, to siedem błędów, więcej niż ktokolwiek w drużynie. Ale zdobył też siedemnaście punktów, a te po prostu mi umknęły. Zapamiętałem dwie piłki, które zabolały, i wyrzuciłem szesnaście, które wpadły.”
„W liczeniu tak. W interpretacji nie. Aplikacja mówi: siedem błędów. Nie dodaje, że cztery z nich przyszły po zmianie rozgrywającego, kiedy piłki zaczęły dochodzić inaczej. To wiem ja, bo stałem obok. Taka liczba jest pytaniem, a nie odpowiedzią.
„I to jest dla mnie sedno. Liczby są genialne w liczeniu i beznadziejne w tłumaczeniu. Z trenerem jest dokładnie odwrotnie: ja widzę, dlaczego coś się dzieje, a w dodawaniu jestem tragiczny. Potrzeba obu, i przede wszystkim nie wolno kazać jednemu wykonywać roboty drugiego.”
„Wiele razy. Najlepszy przykład to side-out według rotacji. Widzę, że w rotacji 1 wygrywamy trzydzieści dziewięć procent akcji przy zagrywce przeciwnika, a w rotacji 2 pięćdziesiąt. Absolutna prawda. I co dalej? Nie mogę usunąć rotacji. Jest ich sześć i wszystkie przyjdą.
„Taka liczba zaczyna być coś warta dopiero wtedy, gdy potrafię dopisać, co tam nie działa. U nas było to przyjęcie na jednej pozycji. Tego nie widać na pasku, to widać w hali. Pasek powiedział mi tylko, gdzie mam patrzeć. Nadal przydatne, ale mniej, niż się ludziom wydaje.”
„W meczu moje oczy wygrywają z liczbami, choćby dlatego, że masz trzydzieści sekund. Bierzesz czas i chcesz wiedzieć jedną rzecz, nie pięć. Dlatego karta czasu w Koachu jest celowo krótka: ile akcji rozegrano od początku seta, punkty zdobyte i stracone, który błąd padał najczęściej i która rotacja kręci się najgorzej.
„To nie jest raport, to jedno zdanie, z którym da się coś zrobić. Jeśli widzę, że dwa razy błędem było ‚za późno’, to wiem, że problem nie leży w technice, tylko w nogach, i dokładnie tak to mówię. Wszystkiego, co dłuższe, i tak nie przeczytasz przy ławce.”
„Mam na to jedną regułę i jest prosta. Przy jednym meczu wygrywa moje oko, przy pięciu meczach wygrywają liczby. Jeden wieczór to za mało, żeby cokolwiek znaczyć. Zawodnik może trzy razy mieć pecha, przeciwnik mógł go rozbić zagrywką, może się w nim coś rozwija.
„Ale jeśli przez pięć meczów z rzędu widzę ten sam schemat, a przeczucie wciąż mówi co innego, to myli się przeczucie. To znaczy, że zbudowałem sobie w głowie opowieść o tym zawodniku i zbieram dowody, które do niej pasują. Zdarza się każdemu. Dlatego dobrze mieć obok siebie coś, co nikogo nie lubi.”
„W profilu zawodnika jest przegląd meczów: ostatnie mecze jeden pod drugim, z wynikiem w setach i tym, ile tego wieczoru zdobył. W pięć sekund widzisz, czy wrażenie to incydent, czy linia. Nad tym jest to samo dla treningów, z oceną każdej jednostki.
„Korzystam z tego głównie przed rozmową z zawodnikiem. Nie po to, żeby wymachiwać mu liczbami, bo to działa odwrotnie, tylko żebym sam wiedział, czy to, co chcę powiedzieć, ma jakiekolwiek pokrycie.”
„Prawie wszystkiego, na czym mi zależy. [śmiech] Czy ktoś daje się prowadzić. Czy po błędzie podnosi kolegów. Czy pociągnął zespół w tym piątym secie, sam nie zdobywając punktu. Na zaangażowanie nie ma liczby i nie zamierzam jej dorabiać, bo udawałbym wtedy, że potrafię to zmierzyć.
„A pod spodem jest jeszcze jedno: te punkty wklepuje człowiek. Przy punkcie dla rywala wybierasz, czy to była ich dobra piłka, kto popełnił błąd, albo że nie widziałeś, i ta ostatnia opcja jest jak najbardziej w porządku. Wolę uczciwe ‚nieznane’ niż błąd przypisany nie temu zawodnikowi, bo potem podejmuje się na tym decyzje.”
„Tak, w notatkach w profilu zawodnika, i to jest świadome. Linijka w rodzaju ‚silny lider, czasem gra zbyt solo’ nie jest statystyką, ale stoi tuż obok wykresu. Za trzy miesiące nie będę pamiętał, co myślałem we wrześniu, i wtedy takie zdanie jest warte więcej niż procent.
„Na tym samym ekranie są punkty na mecz jako linia i rozkład błędów tego zawodnika w sezonie. Zestawienie tych dwóch rzeczy to cała idea: liczba liczy, notatka tłumaczy.”
„Raz i skończyło się źle. Wyjąłem zawodnika z wyjściowej szóstki, bo jego lista błędów była najdłuższa. Na papierze się zgadzało. Nie uwzględniłem tego, że dostawał też zdecydowanie najwięcej piłek. Ryzyko błędu rośnie razem z liczbą kontaktów z piłką. Zawodnik, którego wstawiłem, popełnił mniej błędów i zdobył znacznie mniej punktów.
„To jest ta pułapka: liczby wydają się obiektywne, więc podważasz je rzadziej niż samego siebie. Od tamtej pory przy każdym błędzie patrzę, co stoi obok niego. Dwa błędy przy pięciu piłkach to gorzej niż siedem błędów przy pięćdziesięciu.”
„Obu to samo: używaj jednego do sprawdzania drugiego, a nie do zastępowania go. Nie ufasz przeczuciu, obejrzyj jeden mecz jeszcze raz i policz. Nie ufasz liczbom, jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać: zapisz kilka meczów i sprawdź, czy mówią to, co widziałeś. Zwykle mówią prawie to samo, a różnica siedzi dokładnie tam, gdzie można się czegoś nauczyć.”
Koach zapisuje w trakcie meczu, kto zdobywa punkty i co się nie udaje, a obok trzyma twoje własne notatki. Wypróbuj za darmo i po najbliższym meczu sprawdź swoje wrażenie liczbami.
Wypróbuj Koacha za darmo