O wieczorze przed treningiem: jak w dwadzieścia minut ułożyć program, który się spina, i dlaczego korzystanie z gotowca to nie lenistwo.
Hala zarezerwowana, zawodnicy wiedzą, na którą mają przyjść, mecz jest w kalendarzu. Brakuje tylko tego, co naprawdę wydarzy się we wtorek. Większość trenerów nie siada do tego przy biurku — jak zaplanować trening siatkówki, rozstrzyga się późnym wieczorem na kanapie, między resztą tygodnia. I pytanie co tydzień jest to samo: jak zrobić z tego coś porządnego w dwadzieścia minut?
Dennis Boekhout prowadzi drużynę młodzieżową i zbudował Koacha. Opowiada, jak układa jednostkę z bloków, jak wykorzystuje ponownie to, co zadziałało, i w czym aplikacja mu już nie pomoże.
„Pierwsza w sezonie godzinę, może półtorej. Potem dwadzieścia minut, i to nie żadna sztuczka — po prostu nie zaczynam już od zera. Siedzę o wpół do dziewiątej na kanapie, dzień się skończył, a we wtorek musi być trening. Tak to wygląda u większości trenerów. Nie przy biurku, z pustym zeszytem i morzem czasu.
„A mówiąc dwadzieścia minut, mam na myśli: gotowe. Nie listę na odwrocie koperty, którą w samochodzie wciąż przestawiam.”
„Nie, od zegara. Mam dziewięćdziesiąt minut hali, więc najpierw ustawiam bloki z czasem: rozgrzewka dziesięć, przyjęcie i atak dwadzieścia, presja zagrywką dwadzieścia, timing bloku piętnaście, gra właściwa dwadzieścia pięć. Dokładnie dziewięćdziesiąt. Dopiero gdy szkielet stoi, wieszam na nim treść.
„Zrób odwrotnie, a wybierzesz pięć pięknych ćwiczeń i odkryjesz, że potrzebujesz na nie dwóch i pół godziny. To klasyczny błąd. Przeciągasz, a pierwsze wypada to, na co czekali cały wieczór, czyli gra.”
„Prawie nigdy co do minuty. [śmiech] Blok na dwadzieścia rozciąga się do dwudziestu pięciu, bo wreszcie zaczyna wychodzić, i wtedy tnę rozgrzewkę. Ale wiem, ile mnie to kosztuje, bo minuty stoją przy każdym bloku. To jest różnica wobec listy w głowie: tam wszystko trwa zawsze dziesięć minut.”
„Bo trening bez nacisku to zbiór ćwiczeń. Przy planowaniu wpisuję jedną linijkę — na przykład presja zagrywką i przyjęcie — i ona stoi nad programem. Dla mnie to filtr: ten blok jest na dziś, tak czy nie? Zawodnicy też ją widzą, więc wiedzą, o co chodzi, zanim wejdą na halę.
„I od razu planuję je jako serię: w każdy czwartek ta sama godzina i ta sama hala. Wtedy nie wpisuję tego nigdy więcej, a cały sezon stoi w terminarzu.”
„Biorę je z biblioteki. Filtruję po kategorii bloku, nad którym siedzę — zagrywka, przyjęcie, blok, rozgrzewka — albo wyszukuję słowo. Przy każdym ćwiczeniu stoi, z ilu faz się składa i dla ilu zawodników jest pomyślane, a do tego jest animacja. To ostatnie znaczy więcej, niż brzmi.
„Ćwiczenie w formie tekstu czytasz i myślisz: rozumiem. Do momentu, gdy stoisz na hali i nie potrafisz tego wytłumaczyć. Kiedy raz przepuszczę animację, wiem dokładnie, co powiem i gdzie ustawię rzędy. A to samo ćwiczenie mogę zadać zawodnikowi jako pracę domową, to obejrzy je jeszcze raz w domu.”
„Zapisuję ją jako szablon. Jeden przycisk pod programem, nadajesz nazwę — u mnie nazywają się Presja zagrywką, Przyjęcie-rozegranie-atak i Małe boisko — i gotowe. Na liście widać potem, z ilu bloków się składa i ile to razem minut.
„Trzy tygodnie później tworzę nowy trening, klikam »Kopiuj plan«, wybieram ten szablon i bloki są w środku. Dwadzieścia sekund. To, co zostaje z tych dwudziestu minut, idzie na pytanie, które naprawdę się liczy: co w tym tygodniu ma być inaczej?”
„Słyszę to często i uważam to za bzdurę. Trener, który co tydzień zaczyna od zera, nie wytrzyma sezonu. W listopadzie jesteś tak zmęczony, że o ósmej wieczorem myślisz: wymyślę coś w samochodzie. I wtedy powstają słabe treningi. Nie z powtarzania, tylko z wyczerpania.
„Poza tym powtarzalność jest właśnie sensem. Ćwiczenie na przyjęcie zrobione raz to miły wieczór. To samo ćwiczenie pięć razy, za każdym razem z odrobinę większą presją, to umiejętność. Wszyscy trenerzy, na których patrzę z podziwem, kręcą ten sam rdzeń, sezon po sezonie.”
„Zwykle dwa bloki. Szkielet zostaje — rozgrzewka, blok techniczny, presja, gra — a w środku wymieniam treść. W zeszłym tygodniu nie szło przyjęcie, więc blok techniczny robię z przyjęcia, a presję zagrywką kieruję na strefy, w których nam uciekło.
„Mogę też wyciągnąć wcześniejszy trening zamiast szablonu; te ostatnie są wypisane razem z blokami i minutami. Czasem chcesz po prostu odzyskać ten wieczór z połowy października, bo tamten się kręcił.”
„Wtedy kopiuję zeszłotygodniowy i zmieniam jedną rzecz. Jedną. To i tak nieskończenie lepsze niż improwizowanie przy dwunastu osobach, które na ciebie patrzą. A jeśli chcesz zrobić to porządnie: przy serii cyklicznej możesz od razu przypisać szablon, i wtedy każdy czwartek ma program już w środku.
„Trening na czwórkę, który istnieje, jest wart więcej niż szóstka, której nigdy nie przygotowałeś.”
„Na drzwiach hali. Nie wie, że sześciu chłopaków choruje, że pół boiska zajmuje inna grupa albo że twoja rozgrywająca wczoraj podwinęła kostkę. To widzę dopiero, gdy wejdę, i wtedy mój piękny program na dziewięćdziesiąt minut i tak leży.
„Zgłoszenia owszem, widzę, ale nikt nie odwołuje się trzy dni wcześniej. Robię wtedy tak: przestawiam przełącznik na liście ćwiczeń i sam wpisuję, z iloma zawodnikami stoję. Wtedy sortuje je na dokładnie wystarczająco, dla mniejszej liczby zawodników i potrzeba więcej zawodników. Ale tę liczbę wpisuję sam. Aplikacja nie liczy głów w hali.”
„Przygotuj w tym tygodniu jeden dobry trening i go zapisz. Tyle. Za tydzień stracisz dwadzieścia minut zamiast godziny, a tydzień później dziesięć. Tak budujesz własną małą bibliotekę wieczorów, które zadziałały, i z tego żyjesz przez cały sezon. To, że w marcu wciąż wchodzisz na halę z ochotą, jest ważniejsze niż to, żeby każdy trening był niepowtarzalny.”
Zbuduj najbliższą jednostkę z bloków z czasem przy każdym, dołóż ćwiczenia z biblioteki i zapisz całość jako szablon. W kolejnym tygodniu nie zaczynasz już od zera.
Wypróbuj Koacha za darmo