Jak wprowadzić czternastu zawodników do aplikacji bez kartoteki członków, bez adresów e-mail i bez tego, żeby jeden link trafił pod złe nazwisko.
Aplikacja jest na telefonie, drużyna założona, a potem przychodzi moment, na którym grzęźnie większość aplikacji drużynowych: trzeba zaprosić zawodników do aplikacji drużyny. Czternaście nazwisk, czternaście telefonów i trener, który nie ma żadnej kartoteki członków. Dennis Boekhout uderzył w tę ścianę we własnym zespole młodzieżowym i dlatego zbudował to inaczej: nie mailem, tylko jako jedną wiadomość na grupę.
Rozmowa o linkach zaproszeń przypisanych do jednego nazwiska, o tym, co rodzic widzi, a czego nie, i o tym, dlaczego gość w Koachu celowo nigdzie się nie liczy.
„Nie na instalacji. To trener robi w minutę. Wysypuje się krok później. Masz czternastu zawodników, a połowa z nich nigdy nie czyta maili. Prosisz o adresy, dostajesz cztery, dwa należą do rodzica, a trzy tygodnie później nadal masz aplikację, w której siedzisz sam.
„Przerobiłem to dwa razy z innymi aplikacjami. Nie dlatego, że zespół nie chciał, tylko dlatego, że wysiłek był w złym miejscu. Czegoś wymagałem od czternastu osób, zanim one dostały cokolwiek ode mnie.”
„Od jednego pola. Logujesz się i widzisz: nie masz jeszcze drużyny, utwórz pierwszą. Jedno pole na nazwę, przycisk pod spodem, gotowe. Żadnych pytań o klub, ligę czy związek. To uzupełnisz później, kiedy naprawdę będzie potrzebne.
„Potem wpisujesz zawodników jako nazwiska z numerem. Nie jako konta. Ta różnica to właściwie cała historia: zawodnik w Koachu to po prostu wiersz w twoim składzie, a ten wiersz działa w pełni, choćby nikt inny nigdy się nie zalogował.”
„Nie jest, i to jest świadome. Możesz przejść cały sezon w Koachu jako jedyna osoba z kontem. Obecność klikasz sam, ustawienia układasz sam, punkty liczysz sam.
„Zapraszanie jest na moment, w którym chcesz coś w zamian. Żeby zawodnicy sami się zapisywali i wypisywali, żeby widzieli własne liczby, żebyś przestał liczyć głowy na wtorek. Znam trenerów, którzy dwa miesiące pracują sami i dopiero potem zapraszają. Nie ma sprawy. Kolejność wybierasz ty.”
„Nad listą zawodników klikasz Zaproś zawodników, zaznaczasz, kto ma wejść, i Koach za jednym razem robi po jednym linku na zawodnika. Te linki nie spadają ci pojedynczo — stoją razem w jednej wiadomości, którą wklejasz na grupę drużyny. Na górze jest, kto wysyła i do jakiej drużyny, a pod spodem wiersz po wierszu nazwisko z własnym linkiem.
„Pomysł jest prosty: każdy klika swoje imię. Żadnego zbierania adresów, żadnego zakładania kont za innych, żadnego filmiku instruktażowego. Jedna wiadomość, na kanale, na którym drużyna i tak wisi cały dzień.”
„To pytanie dostaję często i jest słuszne. Moja odpowiedź brzmi: bezpieczeństwo siedzi w linku, nie w kanale. Każdy link należy do jednej osoby, działa tylko raz i jest ważny trzydzieści dni. To jest wypisane w stopce pod wiadomością, żeby nikt nie musiał zgadywać.
„W chwili, gdy ktoś użyje linku, link jest martwy. Zrobisz nowe linki dla tych samych zawodników — stare przepadają. A po trzydziestu dniach wygasa sam, nawet jeśli nic się z nim nie działo. Stary zrzut ekranu na grupie to po prostu zepsuty link.”
„To Sem wejdzie do Koacha jako Finn. To uczciwa druga strona tego systemu: o nazwisku decyduje link, a nie adres e-mail. Dlatego wiadomość stawia imię przed linkiem, a nie za nim, i dlatego ostrzeżenie jest napisane zwykłymi słowami tuż pod spodem.
„Jeśli mimo to się zdarzy, widzisz to od razu: na liście zawodników nagle złe nazwisko ma ptaszka. Jako właściciel drużyny odłączasz to konto od drużyny — samo konto zostaje, traci tylko dostęp — i wysyłasz obu nowe linki. To minuta pracy, ale to jest praca. Nie udaję, że nie może się wydarzyć.”
„Na liście zawodników. Za nazwiskiem stoi żółta etykieta Zaproszony, dopóki zaproszenie jest otwarte, i czarny ptaszek, gdy konto zostanie połączone. Jeśli nie ma nic, to znaczy, że tego zawodnika nigdy nie zaprosiłeś.
„To się czyta szybciej niż lista adresów. Przelatuję ją przed treningiem i tym trzem bez ptaszka wysyłam kolejny link. Więcej gonienia nie trzeba.”
„W młodzieżówce to połowa całej korespondencji. W Koachu zapraszasz rodzica przez nazwisko dziecka: w profilu zawodnika jest przycisk zaproszenia rodzica, a arkusz zaproszenia mówi na górze, że chodzi o rodzica tego zawodnika. Dzięki temu aplikacja wie, do kogo ten rodzic należy.
„To, co ten rodzic widzi, jest celowo skromne: ekran startowy i terminarz, plus dyżury, jeśli klub z nich korzysta. Żadnych statystyk, żadnych ustawień, żadnych notatek o cudzych dzieciach. Ale jest to, o co mu chodziło: przy najbliższym meczu stoi, czy dziecko jest zapisane, czy wypisane, i może to tam sam przestawić.”
„To zawodnik gościnny i dodajesz go przy samym treningu. Szukasz w klubie po nazwisku — od dwóch liter widzisz wszystkich o takim nazwisku, z ich własną drużyną obok — i klikasz. Jeśli go w klubie nie ma, po prostu wpisujesz nazwisko i numer.
„A nad całym tym blokiem stoi najważniejsze zdanie: jednorazowo, tylko ten raz, nie liczą się nigdzie — ani do obecności, ani do statystyk.”
„To jest właśnie ta funkcja. Zobacz, co się stanie, jeśli takiego zastępcę dodasz jako zwykłego zawodnika. Jest w hali jeden wtorek, a przez resztę sezonu nie. Od tej chwili ma obecność na poziomie kilku procent, a te kilka procent stoi wśród twoich własnych zawodników w podsumowaniu sezonu. Twoje liczby są zanieczyszczone przez kogoś, kto był raz.
„Więc: kto przychodzi raz, jest gościem i potem znika. Kto trenuje co tydzień, ale nie jest w składzie, trafia jak najbardziej do drużyny — z przełącznikiem Zawodnik treningowy. Trenuje z wami, ale do ustawienia trafia dopiero wtedy, gdy nie ma dostępnego stałego zawodnika. Dwie różne rzeczy, dwa różne miejsca.”
„Nie zapraszaj od razu wszystkich. Wpisz skład, użyj go sam przez dwa treningi i zobacz, czy ci pasuje. Pasuje — wklejasz jedną wiadomość na grupę i w tydzień masz to z głowy. Nie pasuje — nikomu nie zawracałeś głowy. To oszczędza mnóstwo tłumaczenia i mnóstwo przepraszania. [śmiech]”
Koacha można wypróbować za darmo. Załóż drużynę, wpisz zawodników jako nazwiska i zaproś ich dopiero wtedy, gdy sam wiesz, że to działa. Jedna wiadomość, czternaście linków.
Wypróbuj Koacha za darmo